poniedziałek, 26 września 2016

Miniaturka na (prawie) 20000 wyświetleń

Hej!Przychodzę do was ze smutną miniaturką. Zainspirowało mnie tego moje życie. Mam nadzieję, że się spodoba.
****
Byłam małym dzieckiem, miałam może 6 lat. Poszłam z tatą i mamą do parku. Slońce świeciło, bawiły się dzieci. Lubiłam tu przychodzić. Poszłam do piaskownicy, kopać dołki. Bawiłam sie tam kilka minut, jak zobaczyłam, że ktoś się do moich rodziców dosiadł. Spojrzałam na nich z zaciekawieniem. Siedział tam siwawy mężczyzna i blondynka razem ze swoim synkiem, który na oko miał też 6-7 lat. Zauważyłam, że idzie w moim kiedrunku. Zajęłąm się zabawą, niezwracałam na  niego uwagi. On poklepał mnie po plecach, a więc musiałam się odwrócić.
- Jacek jestem- powiedział i szeroko się uśmiechnął, pokazując rząd śnierznobiałych mleczaków.
- Olka-powiedziałam i też się uśmiechnęłam.
Od tego momentu zaczęła się nasza przyjaźń. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, aż nasi rodzice uznali, że zbyt długo się znamy. Pewnego dnia, kiedy miałam 11 lat, czekałam na niego bardzo długo w naszym miejscu spotkań. Nie przyszedł. Zawiedziona poszłam z powrotem do domu. Mój ojciec od razu zauważył, że jest coś nie tak. Zaczął mnie wypytywać co się stało. Na początku mówiłam, że jest wszystko w porządku, ale potem chciałam mu już wszystko opowiedzieć. Chciałam wyrazić mój ból i smutek, który odczułam. Miłość mojego ojaca była czymś w rodzaju domku na drzewie, w którym mogłabym się schować przed wszystkimi smutkami na świecie.
- Tato, on nie przyszedł.
- Kto?
- Jacek. Czekałam na niego bardzo długo. Nie przyszedł. Nawet nie napisał, co się stało. To zabolało tato, zabolało.
- Córciu, muszę ci coś powiedzieć.-spojrzałam na niego spod mojej grzywki
- On cię nie zostawił. Wyjechał ze swoimi rodzicami, do Wrocławia.
- Co?! Gdzie Wrocław, a Gdańsk!
Zrozpaczona wyrwałam się z ramion ojca. Pobiegłam do swojego pokoju cała zapłakana. Rzuciłam się na łóżko. Moje serce wyło z bólu, czułam smutek i gniew. Łzy spływały mi po policzkach, tworząc makrą plamę na prześcieradle. Spojrzałam na ścianę, tam gdzie wisiało zdjęcie Pana Boga, i krzyż.
- Panie Boże, dlaczegóż mnie tak ukarał?
*Kilka lat później*
Weszłam na komendę. Dzisiaj miał przybyć do nas nowy dyżurny, Jacek Nowak. Coś mi to imię i nazwisko mówiło, ale nie umiałam sobie przypomnieć co. Weszłam do pokoju policjantów, siedział tam już Mikołaj popijając poranną kawę. Na mój widok się uśmiechnął.
- Cześć Olka!
- O hej
Wzięłam z szafki mundur  i poszłam się przebrać. Za chwilę wróciłam, przbrana i ogarnięta. Poszliśmy razem na odprawę. Na odprawie Jaskowska ględziła o wszystkim i o niczym. Zauważyłam też nowego mężczyznę.
- To pewnie ten nowy dyżurny-szepnęłam do Mikołaja, wskazując na mężczyznę.
- Też tak myślę.
Przerwaliśmy naszą dyskusję bo Jaskowska spojrzała na nas spod swoich krzaczastych brwi.
Po odprawie poslziśmy do swoich pokoi. Jaskowska przeszła po każdym i przedstawiła Jacka. Nasz pokój był prawie ostatni. Po ni  była tylko dyżurka i miejsce święte dla profosa- areszt. Kiedy wszedł do naszego pokoju uściśnął mu rękę. A ja stanęłam jak wryta w pół kroku. On też, a biedny Mikołaj nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi.
- Halo! Ziemia do sierżant Oli Wysockiej! I do st.aspiranta Jacka Nowaka! Halo!
Patzryliśmy na siebie jak na duchów. Mikołaj poważnie wkurzony potrząsnął moją reką.
- To niesamowite-wyszeptałam-Jacek!
- Olka!- krzyknął i przytuliliśmy się do siebie.
- Po tylu latach ... Myślałam, że o mnie zapomniałeś.
Mikołaj wyszedł mrucząc coś pod nosem i kręcąc głową. Szczerze? Nie zwracałam teraz na niego uwagi.
- Nie zapomniałem. Myślałem o tobie całymi dniami i nocami. Śńiłaś mi się. Przez te 10 lat. Nie sądzilem, że kiedykolwiek cię znajdę.
Uśmiechnęłam się tak szeroko, jak za naszego pierwszego spotkania.
-3lata później-
Coraz mniej cierpienia.
Coraz mniej bólu.
Coraz mniej miłości.
Coraz mniej świadomości.
Coraz mniej mnie.
Napisałam takie słowa na karteczce i wstałam od biurka. Co ja robię?
Mam 30 lat i bawię się w samobójstwo. Ale no cóż. Ale dlaczego? Co ty kur*wa odpier**lasz? Po ci to? Jesteś tchórzem! Pier**lonym tchórzem! Jak można odebrać sobie największy dar, który dostało się od Boga?
Te pytania dostawałam codziennie, kiedy chciałam się zabić. Jacek skutecznie mi tego nie umożliwiał.
- Ola nie rób tego-powiedział już któryś raz z żędu.
- Jacek, kochanie, straciłam dziecko, ojca, matkę oraz nadzieję. I co? Mam zostać i się tak męczyć przez całe życie? wolę umrzeć.
Kilka dni później w nocy wymknęłam się z domu. Wzięłam czarny flamaster, napisałam na kartce:
Most Warszwski w Gdańsku, cmentarz św.Anny obok matki i ojca. Poszłam, a mazak schowałam do kieszeni. Przyszłam na Most Warszawski. Nie prowadził nad rzeką, ale urwiskiem. Jak się skoczy, to się zabije.  A więc mnie jeszcze zobaczy, po śmierci. Nie utonę. Na poręczy na pisałam:
PA MOJE ANIOŁKI :*
I skoczyłam. Słyszałam krzyki ludzi, żebym tego nie robiła. Ale zrobiłam.
Jacek zajwił się godzinę później. Kiedy domyślił się co się stało, i zobaczył moje ciało tam nisko, coś w nim pękło. Przestał myśleć o sobie, o wszystkim, poprostu skoczył. Taka historia nie warta uwagi.
Olka i Jacek. W niebie ślą pozdrowienia.
                                                                         R.I.P
                                        Miłości i wątku romantycznego z Olą i Jackiem w programie PiP.
Pozdrawiam ;*
Mada ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz