niedziela, 27 listopada 2016
Tak tak, zabijcie mnie :D
BYŁO WYZWANIE Z BUTELKI XDDDD
Musiałam to zrobić, mam nadzieje, że nie dostaliście zawału xD.
Wybaczycie mi to??
Jak nie to macie prawo mnie zabić :D Dalej będę pisać :D
sobota, 26 listopada 2016
Miniaturka ''Zawsze będę w twoim sercu''.
Powoli zaczęła zbierać się do pracy. Ubrała się w czarne rurki, białą bluzkę i czerwone trampki. Wzięła torebkę i wyszła z domu z zamiarem pójścia na autobus. Była w połowie drogi, kiedy zobaczyła, że ktoś się obok niej zatrzymuje. Spojrzała na kierowcę i uśmiechnęła się. To był Oliwier, jej przyjaciel, w którym ona od dawna się podkochiwała. Miała 20 lat, już była policjantką. Tak jak jej rodzice - Ola i Jacek. Mijała się z nimi na komendzie, czasami udało im się zjeść razem posiłek. Jej ojciec miał 46 lat i pracował jakodyżurny. Natomiast jej mama miała 45 lat i jeździła na patrolu. Na komendzie pracował jeszcze jej ojciec chrzestny - Mikołaj Białach, który przez swój wiek, 63 lata, był już tylko profosem. Jego żona - Karolina Białach zginęła na akcji policyjnej kilkanaście lat temu. Mikołaj nie wiele o niej mówił i tylko jej rodzice udzielali jej podstawowych informacji. Mikołaj miał też córkę, Dominikę, ktora po wyjeździe do stanów całkowicie zapomniała o swojej rodzinie. Wróćmy jednak do porannej rzeczywistości.
- Cześć Aśka, miło mi Cię widzieć! - Oliwier wystawił głowę przez szybę swojego czarnego merca. Pomimo różnicy wieku ( Oliwier miał 26 lat ) dogadywali się świetnie. Aż za dobrze.
- Czeeeść! Podwieziesz mnie?
- Jasne wskakuj!
Po pięciu minutach byli na miejscu. Wysiedli z samochodu i poszli się przebrać. Mieli wspaniałego komendanta- Krzysztofa Zapałę. Na odprawie nic się nie działo. Po chwili wyruszyli na patrol. Asia miała dziś patrol z Olwierem, z czego bardzo się cieszyła. Połowa dnia minęła spokojnie. Kilka drobnych wezwań, o pijaczkach w parku, o wandalach, głośnych imprezkach itp. Wrócili na bazę. Na ich biurkach leżały stosy papierów, z którymi zalegali przez tydzień. Nudna była ta papierkowa robota, można było w niej utonąć. Podczas wypełniania kolejnej tabelki Asi zaburczało w brzuchu. Westchnęła i sięgnęła po radio.
- 00 do 09
- 00
- Tato, wpisz nas na przerwę.
- Ile razy mam Ci mówić, że masz do mnie mówić "00"?!
- Dzięki, bez odbioru- warknęła i odłożyła radio.
Jej rodzice zawsze się o wszystko czepiali. A to źle rubryczka wypełniona, a to notatka nie pełna, a to jeszcze coś innego.
- Idziemy do tej stołówki? Głodny jestem.. - usłyszała głos tuż obok siebie.
- Ychy...
Poszli na obiad w milczeniu. Asia wzięła sobie ziemniaki, scgabowego i surówkę, a Oliwier pierogi z mięsem. Kiedy już prawie skończyli dosiedli się do nich rodzice Asi.
- Wiecie co, ja już się najadłam - mruknęła i chciała wstać, ale Jacek jej nie pozwolił.
Pół godziny później dostali wezwanie od pewnej dziewczyny która twierdziła, że w jej ogródku jest bomba. Kiedy dojechali na miejsce okazało się, że bomba jest. Asia jednak nie wierzyła i musiała przejść cały ogródek. Była już przy płocie, kiedy poczuła, że stanęła na czymś metalowym. Przełknęła nerwow ślinę. Czyżby... stanęła na bombie?
- Asia nie ruszaj się! - usłyszała głos Oliwiera.
Po kilku godzinach nie mogła już ustać w jednym miejscu. Wtedy podszedł do niej Oliwier.
- Pirotechnik hie rozbroi tej bomby. Musisz z niej zejść, to jest jedny wyjście. Ale ...- zawiesił głos - masz 5% szans na przeżycie.
5%! Ja tego nie przeżyję. Nie ma szans.
- Oliwier, ja tego nie przeżyje. Chcę, żebyś wiedział, że ... Kocham Cię! Iiii zawsze będę w twoim sercu, mam nadzieję...
- Ja ciebie też kocham...
- Powiedz moim rodzicom, ż e bardzo ich kocham i przepraszam za wszystko. A teraz się odsuń.
Asia
Oliwier posłusznie wykonał polecenie. Powiedział moim rodzicom, co miał do powiedzenia. Zdecydowałam się zjeść z bomby. Wystarczyło, że podniosłam nogę i wyleciałam w powietrze. Poczułam tylko jak moje ciało rozpływa się w powietrzu i pozostaje szarą smugą dymu...
XXXX
Witajcie. To chyba ostatni wpis na moim blogu. Chciałam wam podziękować, za to że byliście i to czytaliście. Kiedyś tu wrócę, obiecuję. Nie złamie tej obietnicy. A teraz na razie się żegnam i pozostawiam ten blog w opiece Blogerki 1978.
JESZCZE TU WRÓCĘ! OBIECUJĘ!
MADRITTA PL.
sobota, 12 listopada 2016
Czemu nie komentujecie?
Do jasnej cholery czy ktoś mi może powiedzieć o co w tym chodzi?
Bo ja już nie wiem.
Jeden mały komentarz! no proszę jeden. przynajmniej "fajny rozdział"
Jak ja mam pisać, skoro nikt tego nie czyta?
WIEM ŻE CZYTACIE TAK TYLKO MÓWIĘ. NIE ZABIJAJCIE
Ja wiem, nie macie konta, nie chce wam się logować
Ale zrozumcie. jeden komentarz mnie zadowoli :)
Madrita
piątek, 11 listopada 2016
OMG UMARŁAM
TU MACIE LINKA
/http://www.telemagazyn.pl/serial/policjantki-i-policjanci-542853/odc234/
czwartek, 3 listopada 2016
E&K Rozdział 4
-No to mam przechlapane- mruknął pod nosem chłopak, chowając do kieszeni telefon. Chłopaki, którzy się bili, po chwili się zorientowali, że oprócz Tośka, który wszystko nagrywał, obserwuje ich ktoś jeszcze. Przestali się bić i spojrzeli na policjanta.
-Pan Krzysiek?- spytali równocześnie zaskoczeni.
-Gabriel? Konrad? Chłopaki, czemu wy w ogóle w szkole nie jesteście?- Zapała surowo spojrzał na nich, a jego wzrok zatrzymał się na synu.
-Tato, oj nie denerwuj się. Nie wmówisz mi, że ty takim świętoszkiem byłeś i na wagary nie chodziłeś- zwrócił się do niego syn, bardzo opryskliwie.
-Owszem, chodziłem, ale nie w twoim wieku. Co ty sobie wyobrażasz? Że będziesz...- Krzysiek bardziej by wybuchł, gdyby nie Emilka, która położyła dłoń na jego ramieniu.
-Uspokój się- powiedziała spokojnym tonem- Lepiej pomyślmy, co zrobimy w tej sytuacji. Zawijamy ich na komendę, czy odstawiamy do domów?
-Serio mamy jechać na komendę?- na twarzy Konrada pojawił się szeroki uśmiech. Dla niego byłaby to frajda, z resztą tak samo jak dla Gabriela. Dla Tośka już trochę mniej, bo znał to miejsce bardzo dobrze.
-Chyba lepiej będzie jak odstawimy ich do domu- stwierdził Krzysiek- Idziemy do radiowozu.
-A włączy pan koguty?- spytał Gabryś.
-Niestety chłopcy, nie możemy. Wskakujcie- otworzył im drzwi, a chłopcy posłusznie wykonali polcenie. Najpierw Emilka z Krzyśkiem odwieźli Gabriela, a następnie Konrada do rodziców, którzy zachwyceni nie byli, a na końcu Tośka do mamy Emilki, bo była jedyną osobą, która mogła na tamtą chwilę zająć się synem Zapały. Jako, że nie mieli nic do roboty, pojechali na bazę napisać raport z interwencji. Krzysztof był niezadowolony, że musi użyć imienia i nazwiska swojego dziecka w dokumentach, ale chłopak sam sobie narobił. Gdy to skończyli, udali się na przerwę. Dosiadł się do nich Kobielak.
-Jak tam gołąbeczki?- zapytał, spoglądając to na Emilkę, to na Krzyśka.
-Adaś, mógłbyś zająć się swoimi sprawami?- Krzysiek miał już dość tego wszystkiego trochę. Wieści na komendzie bardzo szybko się roznosiły.
-Krzysiek, Emilka, słuchajcie, słyszałem coś dzisiaj. Tylko błagam, jak już, to nie wiecie tego ode mnie. Chodzi o komendantkę i o was.
***
Hejka, to ja, Blogerka 1978. Od dzisiaj możecie czytać opowiadania mojego autorstwa na tym blogu, do którego zostałam zaproszona do współtworzenia. Będę się podpisywać #blogerka1978 (żadne zaskoczenie) xD
Ps. Wiem, że krótkie, ale szkoła daje we znaki.
Dzisiejszy odcinek ...
Karolina po pijanemu jest boska..
I Jezus Maryjko kochana! Więcej takich scen!
Ekchm...
Odcinek bardzo pouczający i pokazujący czego nie robić po pijanemu. Wykorzystam go na lekcję XDDDDDD
PZDRO
MADRITA
wtorek, 1 listopada 2016
Rozdział 15 "Jak ciężkie jest życie, wiem tylko ja"
Ola na widok bandy znieruchomiała. W szeregach zobaczyła kogoś, kogo by się nigdy nie spodziewała.
- Alicja? - głos jej się załamał.
Strzał. Jeden, drugi trzeci. Ola upadła na podłogę i zamknęła oczy. Ania zrobiła to samo, ale ból odczuła o wiele większy. Ola spodziewała się najgorszego. Zaraz ją trafią i będzie po wszystkim. Usłyszała czyjeś kroki, ale nie chciała wiedzieć czyje. Czekała aż strzeli i zabierze ją do nieba. Ale tak się nie stało. Usłyszała, że Ania wstała. Widziała, że rozgląda się dookoła.
- Poszli - mruknęła i opadła bezwładnie na podłogę.
- Naprawdę? - Ola uwierzyła i się podniosła.
Nie było tam nikogo oprócz Ani i całej bandy Napierskiego. Ola patrzyła z niedowierzaniem. Czyżby szesnastolatka ją oszukała? A potem padł kolejny strzał. Ciało Oli przeszył okropny ból, gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Przestała oddychać, serce przestało bić. Poczuła się lekko. Ale ból i oddech wróciły. I serce też. Ktoś ją reanimował, ktoś robił jej sztuczne oddychanie i próbował ją uwolnić z objęć śmierci. Nie chciała uciekać. Chciała być ze śmiercią, z jej ojcem i matką i wreszcie zaznać spokoju, którego nigdy nie zazna na ziemi. Ale nie, jej serce zaczęło bić, zaczęła oddychać, choć tego nie chciała. Uslyszała głosy jakby zza ściany.
- wróciła! - mówił męski głos.
- Ona nigdy by nie umarła. Nigdy nie chciała śmierci. Nie Ola.
Ola zaczynała się wybudzać. Docierały do niej pierwsze skrawki rzeczywistości. magazyny, Ania, Napierski, strzały, chęć śmierci... Nie, tego ostatniego nie może wymieniać. Dlaczego w ogóle o tym pomyślała? Czemu? Śmierć nie jest niczym dobrym, tylko zabiera nam bliskie osoby i ich nie oddaje.
XX
Witajcie :D To opowiadanie jest krótkie, dziwne i głupie ale z mózgiem nie pogadam xD.
P.S widzieliście ten zwiastun z Mkołajem i Karoliną? Mam nadzieję, że ich coś połączy xD
Madritta