Cześć! Mam ochotę na pisanie więc piszę. To moja pierwsza miniaturka. Mam nadzieje, że się wam spodoba. Ta miniaturka jest całkowicie wymyślona prze zemnie. Proszę nie płaczcie!!! Ola,, wysocki, Jacek dalej grają w opowiadaniach!!! (Raczej, nie?)
Ten dzień był jednym z najważniejszych w moim życiu. To dziś właśnie dziś powiem sakramentalne "tak". Malowałam się właśnie, kiedy do mojego mieszkania weszła Emilka z welonem, ponieważ zostawiłam go w aucie. Właśnie miałam dzwonić do mojego ojca, aby zawiózł mnie i Emi do kościoła, gdy właśnie pojawił się w drzwiach Jacek-mój przyszły mąż i powiedział, że mnie zawiezie. Ucieszyłam się, ale nie wiedziałam, gdzie jest mój ojciec. Postanowiłam, że zapytam się Jacka jednak on też nie wiedział. Pojechaliśmy do mieszkania mojego ojca. Weszłam i zobaczyłam go na podłodze nieprzytomnego. Od razu zadzwoniłam po karetkę. Byłam przerażona.
Godzinę później.
Siedziałam przy moim ojcu. Ksiądz i goście byli powiadomieni, że ślub odbędzie się później. Patrzyłam na jego zamknięte oczy i płakałam. Nagle usłyszałam pisk i spojrzałam na kardio monitor. Linia była prosta, wszystkie były.
- Siostro, doktorze ratujcie go!-krzyczałam, bo chciałam by mój ojciec został z nami. Kiedy tak wołałam przybiegł lekarz. Odciągnął mnie i zaczął reanimować ojca. Ja czekałam przed salą razem z Jackiem. Po piętnastu minutach wyszedł lekarz i powiedział:
- Pani Aleksandro. Niestety Pani ojciec nie żyje. Robiliśmy wszystko co mogliśmy, ale nie zdołaliśmy go uratować. Bardzo Mi przykro.
- Co???!!!! Pan mówi, że panu jest przykro, ale tak naprawdę Pan się cieszy, bo nie trzeba się opiekować kolejnym pacjentem, tak???!!!!!- Wrzasnęłam
- Proszę tak nie mówić Pani Olu!
Zaczęłam płakać. Pojechałam na ślub. Przynajmniej on się udał.
Miesiąc później.
Miałam dość popadłam w totalną depresję. Jacek próbował mnie uspokajać, ponieważ byłam w ciąży. Kilka dni później poroniłam. Leżałam w tym samym szpitalu, co mój ojciec i miałam dość życia. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafki z lekami. Wzięłam coś co było niebezpieczne dla życia. Połknęłam i upadłam na podłogę. Jakąś godzinę później lekarz znalazł moje ciało. Nawet mnie nie reanimował, wiedział, że mnie już tam niema, że zabrał mnie do siebie bóg. A ja? Ja byłam szczęśliwa w niebie razem z moim ojcem i matką. Pierwszy raz od tylu dni byłam szczęśliwa. Jacek dołączył do nas jakiś tydzień później? Nie wiem w niebie czas się nie liczy. W niebie liczy się tylko szczęście. Teraz cała moja rodzina była szczęśliwa. Uznałam, że to nawet dobrze, że się zabiłam.
Aleksandra Wysocka- Nowak.
Nigdy więcej czegoś takiego...Ryczę... :( Masz talent.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Gosia.
Talent masz dziewczyno!
OdpowiedzUsuńPoprostu super.
Pozdr. Anna