Ten dzień rozpoczął się marnie. Ola wstała dość późno i nie zdążyła zrobić sobie śniadania ani małej Asi. Musiała zdążyć do pracy i jeszcze po drodze musiała odprowadzić Asię do przedszkola. Na samą myśl, że musi iść na komendę wprawiała ją w zły nastrój. Jeszcze kilka dni temu z chęcią chodziła do pracy. Teraz jednak nie. Tam wszystko przypominało jej o Mikołaju, o tym, że go już nie ma z nią. Każde muśnięcie radiowozu, czy jakiegokolwiek przedmiotu bolało ją coraz bardziej. Każdej z tych rzeczy dotknął jej mąż. Komenda stała się dla niej aresztem emocjonalnym. Nikt nie wiedział co przeżywała. Każdy mógł sobie tylko wyobrazić co czuła.
8 godzin później
Ola właśnie skończyła pracę. Juz miała wychodzić, kiedy zdała sobie sprawę, że nie ma telefonu. Wróciła się do pokoju, podeszła do szafki i otworzyła ją. Jednak tam zamiast telefnu zobaczyła żeczy Mikołąja. Rozpłakała się na dobre. Oparłą się o ścianę, ale chwilę potem zjechała na podłogę. Miała dość. Jej serce pękło, posypało się w drobny mak.
Przepraszam, że takie krótkie ale nie mam pomysłów. Jutro dodam dłuższe obiecuję!
super opowiadanie, tylko trochę smutne :(
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Magda
Super op.
OdpowiedzUsuńPozdr.Anna
Potem będę czytać dalej. Teraz przerwa!
pozdrawiam Anna