środa, 2 grudnia 2015

3.2 Śmierć?

Zmieniam na narrację trzecioosobową. Lepiej mi się pisze, a wy chcieliście żebym wróciła, więc oto macie. Dziś albo jutro miniaturka na 4000 wyświetleń ;)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ola jechała na patrol razem z Emilką. Nie miały dużo zgłoszeń. Tylko prymitywne jak na przykład bójka w parku, albo pijacy pijący piwo na placu zabaw ( tego drugiego zgłoszenia Ola nie pojmowała). Ola miała w głowie tylko jedną myśl: Czy jeszcze kiedyś się zakocham? Emilia, która prowadziła radiowóz też była zamyślona. Jej problemy z ojcem wciąż narastały. Była w stanie załamania tak samo jak Ola. Obie kobiety nawzajem siebie rozumiały. Wtedy zdarzyło się to, czego każdy się najbardziej obawia. Zadzwonił telefon Emilii. Ona odebrała, choć prowadziła. Jej ostatnie zdanie brzmiało tak:
- Mamo nie musisz Mi gotować obiadu!
Zraz potem radiowóz wjechał w mur. Lewa strona była całkiem zmiażdżona. Prawa miała tylko lekkie wgniecenia. Oli nic się nie stało, jednak Emilce tak. Był przyciśnięta do kierownicy auta. Ola wtedy zachowałą się najlepiej jak mogłaby się zachować. Wyszła z auta, które powoli zaczynało się palić. Gdzieś w oddali słychać było syreny pogotowia i głosy ludzi krzyczących, że ma tego nie robić. Był też słychać stęki Emilii. Ola otwarło to co zostało z drzwi Emilki i zaczęła ją wyciągać. Wypchnęła Emilkę, lecz sama wpadło do palącego się auta. Zdążyła tylko krzyknąć:
- Emilka odsuń się!
Zaraz potem radiowóz wybuchnął. Emilka na początku nic nie widziała. Nie wiedziała czy Ola żyje czy nie. Jednak kiedy opadły tumany pyłu zobaczyła poparzoną Olę.
- Ola! Ola! Ola proszę oddychaj! Oddychaj!!
Emilka siedziała załamana w szpitalu. Obok płakała mała Asia. Po korytarzu chodził ojciec Oli. Czekali przed blokiem operacyjnym. Ola miała poparzenia trzeciego stopnia. Krwotoki wewnętrzne i pękniętą czaszkę. Emilka miała tylko złamaną rękę. Siedzieli w milczeniu, gdy nagle wyszedł lekarz.
- I co doktorze?-zapytała Emilka.
- Bardzo mi przykro, ale nie udało nam się uratować Aleksandry Wysockiej. Z takimi poparzeniami i pękniętą czaszką nie miała szans na przeżycie. Walczyła do końca, to było widać. Cud, że w ogóle przeżyła wybuch.
- Nie! Nie to nie prawda!-krzyknęła Emilka- Ona uratowałą Mi życie! Ja mogłam umżeć za nią! Ona nie może odejść!!!
- Mama!-krzyknęła Asia.
Wszyscy zapadli w milczenie ponieważ wywożono "ciało" Oli.
- Mamusiu przytul mnie jeszcze za nim pójdziesz tam gdzie tata!-krzyknęła Asia
Nagle Ola się poruszyła...


I co podoba się? Tak wiem uśmiercam Olę... Tfu! Co ja gadam! Ja jej nie uśmiercam! To było na niby? Tak. Jutro będzie miniaturka. Napiszcie Mi czy ma być z happy endem czy nie ok?

P.S Nie ponoszę kosztów za chusteczki zmarnowane na tym opowiadaniu ;)

5 komentarzy:

  1. Opowiadanie super (trochę smutne)
    Ja bym przeczytała smutną
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Super opowiadanie.
    Pozdrawiam
    żabka

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjne opowiadanie. Czekam na next i zapraszam do mnie.
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Gosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do miniaturki to happy endem nie pogardzę.
      Gosia.

      Usuń
  4. Super opowiadanie!Trochę smutne.
    Idę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń