Ten dzień zapowiadał się całkiem spokojnie. Ola Wysocka i Mikołaj Białach wyruszyli na patrol. Rozmawiali wesoło, żartowali, ale jak to zwykle bywa dyżurny przerwał w najbardziej wyczekiwanym momencie historii Mikołaja.
- 00 do 05 zgłoś!
- Słucham cię Jacusiu.
- Podjedźcie na cmentarz świętej Anny, podobno jakaś awantura.
- Dobra przyjąłem, bez odbioru!
Ola i Mikołaj nie wiedzieli, że była to ich ostatnia rozmowa z dyżurnym przed poważnym wypadkiem, który będzie miał miejsce za kilka minut. Pojechali na cmentarz św. Anny. Na miejscu ujrzeli dwóch, a właściwie trzech mężczyzn, którzy się szarpali. Dopiero, kiedy bliżej im się przyjrzeli zobaczyli, że jeden z nich jest uzbrojony w pistolet. Ola nerwowo przełknęła ślinę. Nigdy bowiem nie bała się bardziej. W jej głowie była mieszanka: strachu o swoje życie jak i zarówno przyjaciela, ból, który pojawił się z nieznanych przyczyn, oraz smutku, ponieważ wiedziała, że mężczyzna strzeli. Znali go to był Grzegorz Smólka. Potrójny zabójca, który cudem uciekł od policji. Był brodatym, wysokim mężczyzną, który nie zwracał uwagi na nic, ani na nikogo. Podeszli do niego, ten zorientował się że to "psy" i strzelił prosto w Olę. Mikołaj próbował ochronić Olę swoim ciałem, lecz było za późno. Strzał padł bardzo szybko, a jeszcze szybciej Ola upadła na ziemię. Mikołaj zakuł wszystkich trzech w kajdanki, zadzwonił po karetkę i służby antyterrorystyczne. Widok był przerażający, Ola cała w kałuży krwi, kula wbita w jej głowę...
Godzinę później
Jacek i Mikołaj siedzieli przy Oli. Było do niej podłączonych mnóstwo kabelków, a obok stało pełno dziwnych urządzeń. Do jej ust wchodziła rurka. Mężczyźni siedzieli przy niej i modlili się by nie było żadnych poważniejszych komplikacji. Jacek bał się szczególnie o swoją dziewczynę, bo wiedział, że była w ciąży. Był pewien, że dziecko nie przeżyło, po tak poważnym urazie matki. Mikołaj chodził przed jej łóżkiem, gdy nagle usłyszeli ostateczne "piiiiiiip".
- Nie to nie prawda nie!-wrzeszczał Mikołaj.
- Nie zostawiaj mnie kochanie! Nie przeżyję bez ciebie-ryczał Jacek.
Ale później okazało się, że Jacek przeżyje i Ola też, bo linia znów zrobiła się krzywa.
- Oleńka! Wróciłaś!
- Dzielna kobieta!
Lekarz miał dla nich jeszcze jedną informację.
- Pani Ola jest w drugim miesiącu ciąży!
Jacek w tym monecie o mało nie spadł z krzesła. Mikołaj chwycił się łóżka, bo by zemdlał. Obaj uważali to za cud.
11 miesięcy później.
Ola trzymała w rękach swojego synka- Oliwiera. Mały był właśnie karmiony, gdy do pokoju wszedł Jacek. Ola spojrzała na swojego męża i pytającym wzrokiem go przeszyła.
- Olu chodź z małym mam dla was małą niespodziankę.
- Już idę!
Dwa lata później
Ola, Jacek i mały Oliwierek wybrali się na spacer do parku. Szli alejką pęłną kasztanów. Nagle Ola poczuła się słabo, ale to zignorowała. Po godzinie tego żałowała, bo tak zakręciło jej się w głowie, że upadła. Jacek spanikował, nie wiedział co robić. Zadzwonił po pogotowie, które stwierdziło, że Ola nie żyje. Jacek mocno przytulił swojego synka. Teraz został mu tylko on, jedyny promyk słońca i nadziei. Pewnego dnia trzy dni po odejściu Oli z tego świata Oliwier zapytał:
- Tatusiu, a kiedy mama do nas wróci?
Jacek nie wiedział co ma odpowiedzieć. Powiedzieć dwuletniemu chłopcu, że jego mama nie żyje? Że nigdy już do nikogo nie powie słowa "mamo? Jak miał mu to wszystko wytłumaczyć?
- Synku, mama poszła do nieba i już nigdy do nas nie wróci. Ale wiem, że teraz jest z nami i, że nad nami czuwa.
- Tato? Ale ty nie pójdziesz do nieba prawda? Nie zostawisz mnie prawda?
- Nie, nie zostawię- Jacek przytulił syna.
Bardzo wzruszające i piękne opowiadanie. Muszę powiedzieć, że idzie Ci co raz lepiej pisanie. Oby tak dalej. Czekam na kolejne opowiadania.
OdpowiedzUsuńNo powiem Ci, że wzruszyłaś mnie. A to nie jest łatwe. Pamiętam jak napisałaś pod moją miniaturką, że chciała być taki talent do pisania jaki mam ja. I powiem ci, że go masz tylko jest jak nieoszlifowany diament trochę pracy i już. Trzymam kciuki za Ciebie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Gosia.
Super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńAle bie robiłaś mnie.
Ale próbuj!
Pozdrawiam
☆ Ania Stankiewicz