wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 10 "Szczęście i tragedia"

Następnego dnia Ola przyszła do pracy. Jak zwykle wspięła się po schodach, weszła do pokoju policjantów. Pewna była, że dostanie nowego partnera. nagle zobaczyła znaną jej posturę, umięśnionego, łysego mężczyzny. Ola myślała, że śni. Powiedziała tylko szeptem:
- Mikołaj?
- Cześć. To znów ja.-Ola podbiegła do dawnego przyjaciela. Przytuliła się do niego. Ten pogłaskał ją po głowie.
- Wróciłeś! Wybaczyłeś ... nie wiem jak mam Ci dziekować!-Oli spływały łzy z oczu. spojrzała na swojego przyjaciela.
- tak. Młoda. Robię to dla ciebie.
-Dziękuję-chlipnęła i przytuliła przyjciela jeszcze mocniej.
Po chwili otrząsnęła się i odsunęła się by spojrzeć mu prosto w oczy. Zobaczyła tego samego Mikołaja Białacha, którego widziała rok temu. jego dobroć w oczach. Znów poczuła, że ma kogoś kto ją obroni, wstawi się za nią w najtrudniejszym momencie. Jacek był tylko miłością, która kiedyś się skończy. A przyjaźń bedzie trwała zawsze. Jezeli przetrwała cały rok bez jakiegokolwiek kontaktu to przetrwa wszystko. Nawet śmierć. "
"Tfuuu"-omało Ola nie powiedziała tego na głos.- Dlaczego ja tak pomyślałam  o Jacku?! I o smierci ... ?!
- Pójdę sie przebrac-wymamrotała cicho i wzięła swój mundur.
   Radiowóz był trochę nieogrnięty, ponieważ Ola przez prawie rok jeździła sama. Nie miała czasu na cokolwiek. Kiedy Mikołaj wsiadł do auta wyskoczył z niego jak oparzony.
- Olaaa!
- co?-spytała zaskoczona miną przyjaciela.
- Jak tu wali, o matko!
- to fakt długo tu nie sprzatałam.
- Achhh, teraz trzeba to zrobić.
Jak powiedział tak zrobił. Po pietnastu minutach radiowóz był czysty, wręcz lśnił. Przyzwyczajona do prowadzenia Ola chciała usiąść za kierownicę, jednak Mikołaj ją uprzedził.
- A a a panienko! Ja dziś prowadzę!
Ola tylko się uśmiechnęła.
     Dzień minął im szybko, było tylko kilka drobnych zgłoszeń. Nic więcej. Ola i Mikołaj weszli na komendę. Ściągnęli kurtki i usiedli przy swoich biurkach. nagle Mikołaj podszedł do biurka Oli, podniósł ją z krzesła, tak, że stanęli w cztery oczy.
- Ola ja Cię kocham! Nie tak po przyjacielsku, naprawdę!-powiedział Mikołaj i już miał ją pocałować kiedy ta uderzyła go z liścia i wybiegła z pokoju po drodze zabierając tylko swoje ciuchy. Weszła do toalety przbrała się i wyszła z komendy. Podbiegła do samochodu, wyciągnęła kluczyki i odjechała.
*Godzinę później*
Ola i Jacek jedli kolację w mieszkaniu. Rozmawiali przy niej o całym dniu. Ola nie odważyła się powiedzieć Jackowi o tym co zdarzyło jej się z Mikołajem. Tą miłą rozmowę przerwał telefon Oli.
- Tak? Słucham?!!! Już, tak oczywiście! Już jadę!-mówiąc to weszła do przedpokoju i narzuciła kurtkę, włożyła buty. Jacek stał zdezorientowany w progu.
- Jacek! Ubieraj się jedziemy do szpitala!
- A stało sie coś?-zapytał przerażony mężczyzna.
- opowiem ci wszystko po droze. Ale ze mną wszystko w porządku!
Jacek westchnął ubrał sie i wyszli. Odpalił samochód. Ola pokierowała go na Traugutta. Podrodze opowiedziała mu:
- Dzwonili ze szpitala. Mikołaj jest w stanie krytycznym po wypadku motocyklowym. W każdej chwili...-głos jej się załamał, jednak Jacek wiedział co chce powiedzieć. Po kilku minutach byli na miejscu. Ola wpadła do szpitala i jak szalona popędziła na OIOM. Jacek zdyszany leciał za nią. Ola zobaczyła nieprzytomnego Mikołaja podpiętego do kilunastu dziwnych urządzeń.  Zaczęła płakać. wyszła z sali. Usiadła na krześle. Musiała to wszystko przmyśleć. Nagle usłyszała głośne "piiiiiiiiip". Ola wstała i zobaczyła prostą linię.
- Nieee! Mikołaj! Żyj! Żyj dla mnie! Dla naszej przyjaxni!
Do sali wbiegli lekarze. Reanimowali go jakieś 30 minut. Przez cały ten czas Ola i Jacek siedzieli wtuleni do siebie. Ola płakała patrząc się na to co robią lekarze. Nagle z sali wyszedł lekarz. Ola gwałtownie wstała i zapytała:
-Panie doktorze, co z nim?!
- Bardzo mi przykro. Nie udało nam się uratować Pani przyjaciela. Był w stanie krytycznym. Cud, że przeżył aż tak długo.
- Nie... Nie! Nie!!! Kur#a niee!!!!-krzyczałą Ola.
- Ola przykro mi.- powiedział lekarz. Jacek przytulił Olę.
- Ciiii. Nie płacz. Jakos to będzie.
- Ja dopiero co go starciłam! Nie widziałam go przez rok! Odzyskałam go. A teraz? a teraz go nie ma. I już nigdy nie będzie!
- Przykro mi.
- Jacek?
-Tak?
- Bo wiesz. Jak wtedy wychodziłam już z komendy to Mik, Mik , Miko ...-nie umiała wypowiedzieć tego imienia- to on, chciał mnie pocałować. Powiedział mi że ,mnie kocha i..
- Dość!! Mam pytanie! Czy ty mnie z nim zdradziłaś?!
- Ale Jacek...
- Odpowiedz na pytanie!


*********
"This is the End of Never Ending Story" (sry za błędy) Spoko, jeszcze będą opowiadania!
Jak wam się podobało? ^^ Skomentuj! Wtedy widzę, że ktos tu jeszcze jest i to czyta ...
Thank you ^^
Madrita

4 komentarze:

  1. Smutne opowiadanie szkoda Oli

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne opowiadanie szkoda Oli

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe opowiadanie. To pewnie była jego próba samobójcza. Mam nadzieję, ze Jacek uwierzy Oli i to nie popsuje ich relacji

    Zapraszam na nowy post na blogu: olaijaceklove.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Super opowiadanie.
    Pozdrawiam.
    S.t.o.

    OdpowiedzUsuń