Wiele osób, które czyta mojego bloga na pewno postrzega mnie jako osobę pełną pomysłów. Taką, która wszystko wyczaruje za pomoca tych swoich małych paluszków. Ale uwieżcie tak nie zawsze jest. Czy znacie takie słowo jak wena? Napewno. A takie zdanie jak brak weny? Też znacie. to drugie przydaża mi się coraz częściej. A co mnie inspiruje? Przede wszystkim piosenki. najczęściej te smutne. Czasami inne osoby, inne postacie z opowiadań. a czasami poprostu moje życie. I to co ja przeżywam. Ale motywujecie mnie też WY. Ludzie, którzy uwierzyli we mnie i w mojego bloga.
Znacie opowieść o odwadze? jakąś napewno tak. Ale ja wam opowiem inną.
Kiedyś była dziewczyna, która kochała piłkę nozną. Chciała trafić do szkolnej reprezentacji. Po wielu próbach udało jej sie. Ale w drużynie byli tylko chłopcy. Poniżali ją, nie dostrzegali dobrych cech charakteru, tylko wady. Dziewczyna była załamana. Nastał dzień bardzo ważnego meczu dla szkoły. Nie chciała na niego iść. Bała się, że znów nie dadzą jej grać. Ale był ktos kto w nią wierzył. Ona sama i jej rodzina. Wzięła się w garść i pojechała. I wiecie co? Wygrali. 3:0. A kto strzelił wszystkie gole? Ona.
Tak jak my, czasem chcemy się poddać bo jesteśmy pewni, że nie damy rady, że to nie zostanie docenione. I większość z nas się wtedy poddaje. Ale nie ja. Ja zawsze próbuję. I nie chcę tu się przechwalać czy udawać idealną. Mówię jak jest. Dlatego nie bójcie się podejmować dobrych dezyzji. Nawet jeżeli ktoś was do tego zniechęca.
Pozdrawiam Cię z całego mojego wielkiego serducha <3
Reginka ^^
czwartek, 25 sierpnia 2016
E&K Rozdział 2
Zostaję ;)
^^^^^^^^^^^
Krzysiek zaczerwienił się i wyraźnie speszony odpowiedział:
- No wiesz ... to trudne ale-Emilka była zestresowana- ale chyba tak!-dokończył Krzysiek cały czerwony na twrazy
Emilka Odetchnęła. Mrugnęła spojrzała na Krzyśka, który już aż kipiał ze stresu i wydukała:
- No to z wzajemnością.
Krzysiek otworzył oczy szerzej i uważnie literował w myślach zdanie Emilki. Po chwili zrozumiał. Rzucili się na siebie, tuląc się.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?-zapytała Emilka uśmiechając się. Krzysiek właśnie miał jej odpowiedzieć ale w tym momencie poczuł, że ktoś go poklepał. Oderwali się od siebie momentalnie. Krzysiek speszony spojrzał w stronę przeszkadzacza.
- Przpraszam, że wam przeszkodziłem w tym co robiliście, ale włączcie szczekaczki! Od kilku minut próbuję się do was dodzwonić!
- Ma sie rozumieć Jacku!-powiedziała wyluzowana Emilka tak jakby nic się nie stało. Jacek oszedł a na ochodnego dodał:
- Zakochani ...
Krzysiek dalej czerwony spojrzał na Emilkę, która jakby nigdy nic malowała się w lusterku. Krzysiek spojrzał na nią zakochanym wzrokiem i ruszył. Nie wiedział, że zza ściany wychyla się Tosiek, który nie poszedł do szkoły. Zaplanował wszystko z Emilką i ta wykorzystała jego plany.
- Yeach! Nareszcie-powiedział z uśmiechem Tosiek i poszedł do szkoły.
Krzysiek i Emilka wrócili już z patrolu. Zasiedli teraz do raportów. Emilka nie mogła usiedzieć spokojnie, ciągle spoglądała na Krzyśka, który zresztą robił to samo. Krzysiek nie wytrzymał. wstał i podszedł do biurka swojej partnerki. Chwycił ją za rękę i pozwolił jej wstać. Zaczął ją całować, ona też to zaczęła robić. W przerwie powiedział:
-Chcę dokończyć to zaczęliśmy rano.
Emilka nie odpowiedziała tylko dalej zaczęła go całować. Nagle ktoś im przeszkodził...
NIE ODCHODZĘ ^^
1 Kto przeszkodził Emilce i Krzyśkowi?
2 czy nie za szybko ich miłość zaczyna się rozwijać?
3 Czy wam się podobało? ^^
^^^^^^^^^^^
Krzysiek zaczerwienił się i wyraźnie speszony odpowiedział:
- No wiesz ... to trudne ale-Emilka była zestresowana- ale chyba tak!-dokończył Krzysiek cały czerwony na twrazy
Emilka Odetchnęła. Mrugnęła spojrzała na Krzyśka, który już aż kipiał ze stresu i wydukała:
- No to z wzajemnością.
Krzysiek otworzył oczy szerzej i uważnie literował w myślach zdanie Emilki. Po chwili zrozumiał. Rzucili się na siebie, tuląc się.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?-zapytała Emilka uśmiechając się. Krzysiek właśnie miał jej odpowiedzieć ale w tym momencie poczuł, że ktoś go poklepał. Oderwali się od siebie momentalnie. Krzysiek speszony spojrzał w stronę przeszkadzacza.
- Przpraszam, że wam przeszkodziłem w tym co robiliście, ale włączcie szczekaczki! Od kilku minut próbuję się do was dodzwonić!
- Ma sie rozumieć Jacku!-powiedziała wyluzowana Emilka tak jakby nic się nie stało. Jacek oszedł a na ochodnego dodał:
- Zakochani ...
Krzysiek dalej czerwony spojrzał na Emilkę, która jakby nigdy nic malowała się w lusterku. Krzysiek spojrzał na nią zakochanym wzrokiem i ruszył. Nie wiedział, że zza ściany wychyla się Tosiek, który nie poszedł do szkoły. Zaplanował wszystko z Emilką i ta wykorzystała jego plany.
- Yeach! Nareszcie-powiedział z uśmiechem Tosiek i poszedł do szkoły.
Krzysiek i Emilka wrócili już z patrolu. Zasiedli teraz do raportów. Emilka nie mogła usiedzieć spokojnie, ciągle spoglądała na Krzyśka, który zresztą robił to samo. Krzysiek nie wytrzymał. wstał i podszedł do biurka swojej partnerki. Chwycił ją za rękę i pozwolił jej wstać. Zaczął ją całować, ona też to zaczęła robić. W przerwie powiedział:
-Chcę dokończyć to zaczęliśmy rano.
Emilka nie odpowiedziała tylko dalej zaczęła go całować. Nagle ktoś im przeszkodził...
NIE ODCHODZĘ ^^
1 Kto przeszkodził Emilce i Krzyśkowi?
2 czy nie za szybko ich miłość zaczyna się rozwijać?
3 Czy wam się podobało? ^^
środa, 24 sierpnia 2016
Czy mam dalej pisać?!
No hej. Ostatnio zauważyłam, że coraz mniej osób czyta tego bloga :( widzę to po ilości komentarzy i wyświetleń. Czy ja coś kur*a zrobiłam nie tak?! Ja nie wiem. Czemu wszystko musi zawsze mieć swój koniec tak szybko?! Nie wiem. czy wy mnie już nie lubicie? Czy nie lubicie moich opowiadań?! czy może mam coś zmienić? Czy może mam przestać pisać? Czy... mam stracić wszystko?
Jeżeli będzie 5 komentarzy zostaję. Jak będzie mniej albo nie będzie wam zależało to odejdę. Na zawsze! I nie wrócę!
Dzięki, że to przeczytałeś.
Jesteś ziomem <3
Pozdrawiam Cię z całego mojego wielkiego serducha <3
Regi ;)
Jeżeli będzie 5 komentarzy zostaję. Jak będzie mniej albo nie będzie wam zależało to odejdę. Na zawsze! I nie wrócę!
Dzięki, że to przeczytałeś.
Jesteś ziomem <3
Pozdrawiam Cię z całego mojego wielkiego serducha <3
Regi ;)
wtorek, 23 sierpnia 2016
Rozdział 10 "Szczęście i tragedia"
Następnego dnia Ola przyszła do pracy. Jak zwykle wspięła się po schodach, weszła do pokoju policjantów. Pewna była, że dostanie nowego partnera. nagle zobaczyła znaną jej posturę, umięśnionego, łysego mężczyzny. Ola myślała, że śni. Powiedziała tylko szeptem:
- Mikołaj?
- Cześć. To znów ja.-Ola podbiegła do dawnego przyjaciela. Przytuliła się do niego. Ten pogłaskał ją po głowie.
- Wróciłeś! Wybaczyłeś ... nie wiem jak mam Ci dziekować!-Oli spływały łzy z oczu. spojrzała na swojego przyjaciela.
- tak. Młoda. Robię to dla ciebie.
-Dziękuję-chlipnęła i przytuliła przyjciela jeszcze mocniej.
Po chwili otrząsnęła się i odsunęła się by spojrzeć mu prosto w oczy. Zobaczyła tego samego Mikołaja Białacha, którego widziała rok temu. jego dobroć w oczach. Znów poczuła, że ma kogoś kto ją obroni, wstawi się za nią w najtrudniejszym momencie. Jacek był tylko miłością, która kiedyś się skończy. A przyjaźń bedzie trwała zawsze. Jezeli przetrwała cały rok bez jakiegokolwiek kontaktu to przetrwa wszystko. Nawet śmierć. "
"Tfuuu"-omało Ola nie powiedziała tego na głos.- Dlaczego ja tak pomyślałam o Jacku?! I o smierci ... ?!
- Pójdę sie przebrac-wymamrotała cicho i wzięła swój mundur.
Radiowóz był trochę nieogrnięty, ponieważ Ola przez prawie rok jeździła sama. Nie miała czasu na cokolwiek. Kiedy Mikołaj wsiadł do auta wyskoczył z niego jak oparzony.
- Olaaa!
- co?-spytała zaskoczona miną przyjaciela.
- Jak tu wali, o matko!
- to fakt długo tu nie sprzatałam.
- Achhh, teraz trzeba to zrobić.
Jak powiedział tak zrobił. Po pietnastu minutach radiowóz był czysty, wręcz lśnił. Przyzwyczajona do prowadzenia Ola chciała usiąść za kierownicę, jednak Mikołaj ją uprzedził.
- A a a panienko! Ja dziś prowadzę!
Ola tylko się uśmiechnęła.
Dzień minął im szybko, było tylko kilka drobnych zgłoszeń. Nic więcej. Ola i Mikołaj weszli na komendę. Ściągnęli kurtki i usiedli przy swoich biurkach. nagle Mikołaj podszedł do biurka Oli, podniósł ją z krzesła, tak, że stanęli w cztery oczy.
- Ola ja Cię kocham! Nie tak po przyjacielsku, naprawdę!-powiedział Mikołaj i już miał ją pocałować kiedy ta uderzyła go z liścia i wybiegła z pokoju po drodze zabierając tylko swoje ciuchy. Weszła do toalety przbrała się i wyszła z komendy. Podbiegła do samochodu, wyciągnęła kluczyki i odjechała.
*Godzinę później*
Ola i Jacek jedli kolację w mieszkaniu. Rozmawiali przy niej o całym dniu. Ola nie odważyła się powiedzieć Jackowi o tym co zdarzyło jej się z Mikołajem. Tą miłą rozmowę przerwał telefon Oli.
- Tak? Słucham?!!! Już, tak oczywiście! Już jadę!-mówiąc to weszła do przedpokoju i narzuciła kurtkę, włożyła buty. Jacek stał zdezorientowany w progu.
- Jacek! Ubieraj się jedziemy do szpitala!
- A stało sie coś?-zapytał przerażony mężczyzna.
- opowiem ci wszystko po droze. Ale ze mną wszystko w porządku!
Jacek westchnął ubrał sie i wyszli. Odpalił samochód. Ola pokierowała go na Traugutta. Podrodze opowiedziała mu:
- Dzwonili ze szpitala. Mikołaj jest w stanie krytycznym po wypadku motocyklowym. W każdej chwili...-głos jej się załamał, jednak Jacek wiedział co chce powiedzieć. Po kilku minutach byli na miejscu. Ola wpadła do szpitala i jak szalona popędziła na OIOM. Jacek zdyszany leciał za nią. Ola zobaczyła nieprzytomnego Mikołaja podpiętego do kilunastu dziwnych urządzeń. Zaczęła płakać. wyszła z sali. Usiadła na krześle. Musiała to wszystko przmyśleć. Nagle usłyszała głośne "piiiiiiiiip". Ola wstała i zobaczyła prostą linię.
- Nieee! Mikołaj! Żyj! Żyj dla mnie! Dla naszej przyjaxni!
Do sali wbiegli lekarze. Reanimowali go jakieś 30 minut. Przez cały ten czas Ola i Jacek siedzieli wtuleni do siebie. Ola płakała patrząc się na to co robią lekarze. Nagle z sali wyszedł lekarz. Ola gwałtownie wstała i zapytała:
-Panie doktorze, co z nim?!
- Bardzo mi przykro. Nie udało nam się uratować Pani przyjaciela. Był w stanie krytycznym. Cud, że przeżył aż tak długo.
- Nie... Nie! Nie!!! Kur#a niee!!!!-krzyczałą Ola.
- Ola przykro mi.- powiedział lekarz. Jacek przytulił Olę.
- Ciiii. Nie płacz. Jakos to będzie.
- Ja dopiero co go starciłam! Nie widziałam go przez rok! Odzyskałam go. A teraz? a teraz go nie ma. I już nigdy nie będzie!
- Przykro mi.
- Jacek?
-Tak?
- Bo wiesz. Jak wtedy wychodziłam już z komendy to Mik, Mik , Miko ...-nie umiała wypowiedzieć tego imienia- to on, chciał mnie pocałować. Powiedział mi że ,mnie kocha i..
- Dość!! Mam pytanie! Czy ty mnie z nim zdradziłaś?!
- Ale Jacek...
- Odpowiedz na pytanie!
*********
"This is the End of Never Ending Story" (sry za błędy) Spoko, jeszcze będą opowiadania!
Jak wam się podobało? ^^ Skomentuj! Wtedy widzę, że ktos tu jeszcze jest i to czyta ...
Thank you ^^
Madrita
- Mikołaj?
- Cześć. To znów ja.-Ola podbiegła do dawnego przyjaciela. Przytuliła się do niego. Ten pogłaskał ją po głowie.
- Wróciłeś! Wybaczyłeś ... nie wiem jak mam Ci dziekować!-Oli spływały łzy z oczu. spojrzała na swojego przyjaciela.
- tak. Młoda. Robię to dla ciebie.
-Dziękuję-chlipnęła i przytuliła przyjciela jeszcze mocniej.
Po chwili otrząsnęła się i odsunęła się by spojrzeć mu prosto w oczy. Zobaczyła tego samego Mikołaja Białacha, którego widziała rok temu. jego dobroć w oczach. Znów poczuła, że ma kogoś kto ją obroni, wstawi się za nią w najtrudniejszym momencie. Jacek był tylko miłością, która kiedyś się skończy. A przyjaźń bedzie trwała zawsze. Jezeli przetrwała cały rok bez jakiegokolwiek kontaktu to przetrwa wszystko. Nawet śmierć. "
"Tfuuu"-omało Ola nie powiedziała tego na głos.- Dlaczego ja tak pomyślałam o Jacku?! I o smierci ... ?!
- Pójdę sie przebrac-wymamrotała cicho i wzięła swój mundur.
Radiowóz był trochę nieogrnięty, ponieważ Ola przez prawie rok jeździła sama. Nie miała czasu na cokolwiek. Kiedy Mikołaj wsiadł do auta wyskoczył z niego jak oparzony.
- Olaaa!
- co?-spytała zaskoczona miną przyjaciela.
- Jak tu wali, o matko!
- to fakt długo tu nie sprzatałam.
- Achhh, teraz trzeba to zrobić.
Jak powiedział tak zrobił. Po pietnastu minutach radiowóz był czysty, wręcz lśnił. Przyzwyczajona do prowadzenia Ola chciała usiąść za kierownicę, jednak Mikołaj ją uprzedził.
- A a a panienko! Ja dziś prowadzę!
Ola tylko się uśmiechnęła.
Dzień minął im szybko, było tylko kilka drobnych zgłoszeń. Nic więcej. Ola i Mikołaj weszli na komendę. Ściągnęli kurtki i usiedli przy swoich biurkach. nagle Mikołaj podszedł do biurka Oli, podniósł ją z krzesła, tak, że stanęli w cztery oczy.
- Ola ja Cię kocham! Nie tak po przyjacielsku, naprawdę!-powiedział Mikołaj i już miał ją pocałować kiedy ta uderzyła go z liścia i wybiegła z pokoju po drodze zabierając tylko swoje ciuchy. Weszła do toalety przbrała się i wyszła z komendy. Podbiegła do samochodu, wyciągnęła kluczyki i odjechała.
*Godzinę później*
Ola i Jacek jedli kolację w mieszkaniu. Rozmawiali przy niej o całym dniu. Ola nie odważyła się powiedzieć Jackowi o tym co zdarzyło jej się z Mikołajem. Tą miłą rozmowę przerwał telefon Oli.
- Tak? Słucham?!!! Już, tak oczywiście! Już jadę!-mówiąc to weszła do przedpokoju i narzuciła kurtkę, włożyła buty. Jacek stał zdezorientowany w progu.
- Jacek! Ubieraj się jedziemy do szpitala!
- A stało sie coś?-zapytał przerażony mężczyzna.
- opowiem ci wszystko po droze. Ale ze mną wszystko w porządku!
Jacek westchnął ubrał sie i wyszli. Odpalił samochód. Ola pokierowała go na Traugutta. Podrodze opowiedziała mu:
- Dzwonili ze szpitala. Mikołaj jest w stanie krytycznym po wypadku motocyklowym. W każdej chwili...-głos jej się załamał, jednak Jacek wiedział co chce powiedzieć. Po kilku minutach byli na miejscu. Ola wpadła do szpitala i jak szalona popędziła na OIOM. Jacek zdyszany leciał za nią. Ola zobaczyła nieprzytomnego Mikołaja podpiętego do kilunastu dziwnych urządzeń. Zaczęła płakać. wyszła z sali. Usiadła na krześle. Musiała to wszystko przmyśleć. Nagle usłyszała głośne "piiiiiiiiip". Ola wstała i zobaczyła prostą linię.
- Nieee! Mikołaj! Żyj! Żyj dla mnie! Dla naszej przyjaxni!
Do sali wbiegli lekarze. Reanimowali go jakieś 30 minut. Przez cały ten czas Ola i Jacek siedzieli wtuleni do siebie. Ola płakała patrząc się na to co robią lekarze. Nagle z sali wyszedł lekarz. Ola gwałtownie wstała i zapytała:
-Panie doktorze, co z nim?!
- Bardzo mi przykro. Nie udało nam się uratować Pani przyjaciela. Był w stanie krytycznym. Cud, że przeżył aż tak długo.
- Nie... Nie! Nie!!! Kur#a niee!!!!-krzyczałą Ola.
- Ola przykro mi.- powiedział lekarz. Jacek przytulił Olę.
- Ciiii. Nie płacz. Jakos to będzie.
- Ja dopiero co go starciłam! Nie widziałam go przez rok! Odzyskałam go. A teraz? a teraz go nie ma. I już nigdy nie będzie!
- Przykro mi.
- Jacek?
-Tak?
- Bo wiesz. Jak wtedy wychodziłam już z komendy to Mik, Mik , Miko ...-nie umiała wypowiedzieć tego imienia- to on, chciał mnie pocałować. Powiedział mi że ,mnie kocha i..
- Dość!! Mam pytanie! Czy ty mnie z nim zdradziłaś?!
- Ale Jacek...
- Odpowiedz na pytanie!
*********
"This is the End of Never Ending Story" (sry za błędy) Spoko, jeszcze będą opowiadania!
Jak wam się podobało? ^^ Skomentuj! Wtedy widzę, że ktos tu jeszcze jest i to czyta ...
Thank you ^^
Madrita
niedziela, 21 sierpnia 2016
E&K Rozdział 1
Emilka jak codziennie weszła na komendę. Wspięła się na 1 piętro i weszła do pokoju policjantów. Krzysiek tam siedział i smętnie patrzył się w okno. Nawet nie usłyszał jak Emilka powiedziała:
- Cześć!
Cisza
- Cześć!!
Dalej cisza.
- Krzysiek!!
- Ee tak?
- Boże, sto razy trzeba mówić żeby usłyszał!
- A co?
- cześć ci powiedziałam.
- Aaa cześć!
Emilka rzuciła torbą na krzesło i szarpnęła mundur. Niestety wieszak był bardzo niestabilny, dlatego przewrócił się na Emilkę. Gdyby nie szybka reakcja Krzyśka Emilka zostałaby przygnieciona. Teraz Krzysiek trzymał ją bardzo blisko. Ich twarze były blisko siebie. Emilka poczuła się nieswojo i wyprostowała się rumieniąc.
- Dzięki.
- Nie ma za co.-Krzysiek też wyglądał na speszonego.
- Em, to ja może, może pójdę się przebrać. Emilka chwyciła mundur i wyszła z pokoju, dalej czerwona jak burak. Krzysiek długo patrzył się na drzwi, aż otrząsnął się i podniósł wieszak. W tym momencie weszła przebrana Emilka. Krzysiek spojrzał na nią i oniemiał. Emilka rozpuściła włosy i miała dość niewidoczny, ale piękny makijaż. Emilka udawała, że nie widzi miny kolegi, ale szczerze miała nadzieję, że tak właśnie zareaguje. Postanowiła zacząć rozmowę.
- Krzysiek idziemy na odprawę?
- Yyyy, tak tak.
Krzysiek podszedł do drzwi i otworzył je wypuszczając Emilkę pierwszą. weszli do pokoju odpraw jako ostatni. Zaraz po nich weszła P. Komendant.
- Dzień Dobry.
- Dzień dobry-powiedzieli wszyscy oprócz Zapały
Jaskowska odchrząknęła i powiedziała już bardziej do krzyśka:
- Dzień Dobry.
Cisza. Krzysiek wolał gapić się na Emilkę
- Zapała!-ryknęła Jaskowska waląc ręką w stół. Krzysiek aż podskoczył i czerwony jak burak wydukał:
- dzień dobry
Po sali przeszedł szmer hihotów. Tylko Emilce nie było do śmiechu. Rozważała dlaczego jej wymarzony mężczyzna patrzył się na nią zakochanym wzrokiem. Jaskowska pokręciła głową mruknęła tam coś pod nosem i przegadała odprwę. o poszukiwanych, bezpieczeństwie itd. Po kilku minutach odprawa się skończyła. wszyscy wyszli i rozeszli się do radiowozów. Zawstydzony Krzysiek wsiadł do radiowozu obok niego usiadła Emilka. spojrzała na niego i wybuchnęła śmiechem. Krzysiek spojrzał na nią dziwnym wzrokiem na co ta opanowała się. Z usmiechem na ustach powiedziała:
- Zakochałeś się we mnie?
Elooooo! jak wam się podoba op? Mam nadzieję że tak ;) Kto czeka na 5 sezon?
Subskrybuj:
Posty (Atom)