niedziela, 25 grudnia 2016

Koniec.

*Z punktu widzenia Oli*
Obudziłam się na twardym szpitalnym łóżku. Obok mnie stały kochające mnie osoby. Dziwne było to, że nic nie czułam. Próbowałam podnieść rękę. Nie podniosłam. Czy ja umarłam? Co się ze mną dzieje, to nie jest sen. Nie mogę nic zrobić, ani powiedzieć, ale jestem w pełni świadoma. O co tu chodzi?
- Olu, obudź się. Ja Ci nie pozwolę umrzeć, nie pozwolę! Pomyśl o Asi i o Bartku! Właśnie, Bartek jest już z nami. Wiem, że mnie słyszysz! Ola, proszę Cię... - powiedział Jacek i przymknął oczy.
Ścisnął moją rękę  i zobaczyłam łzy spływające po jego twarzy. tak bardzo chciałam je teraz otrzeć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Chciałam mu powiedzieć, że chcę walczyć i tam być. Ale miałam zbyt mało sił. Teraz zebrałam wszystkie siły do mojej lewej ręki, którą trzymała Jacek. Energię, której miałam tak mało przekazałam do ręki, ścisnęłam jego dłoń i wydusiłam:
- Jacek kocham Cię i dzieci też.
Później opadły mi wszystkie siły. I nie wiem co się ze mną stało, później już się nie obudziłam.
* Z punktu widzenia Jacka *
Stałem przy niej cały czas. Chciałem ją mieć przy sobie dalej. Nie chciałem żeby umarła. W pewnym momencie znów zacząłem szeptać:
- Olu obudź się. Ja Ci nie pozwolę umrzeć, nie pozwolę! Pomyśl o Asi i o Bartku! Właśnie, Bartek jest już z nami. Wiem, że mnie słyszysz! Ola, proszę Cię... - przymknąłem oczy i zacząłem płakać. Brakowało mi jej, cholernie mi jej brakowało. Chciałem, żeby teraz otarła mi łzy i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Nagle poczułem, że ścisnęła moją rękę. Potem usłyszałem jej słaby głos. Nie wiedziałem, że to są jej ostatnie słowa:
- Jacek Kocham Cię i dzieci też.
Później zamknęła oczy. Parametry zaczęły szaleć. Później na monitorze ukazała się prosta linia.
* Narrator *
Siedział w pokoju dzieci na kanapie. Spojrzał na syna i córkę. Włosy z pewnością odzieczyli po niej. Dwa lata. To już dwa lata jak jej tu nie ma. Wzięło go na wspominki. Zaczął wspominać ich wszystkie wspólne chwile. Chciał, żeby teraz tu była, usiadła obok niego i pocałowała. Ale jej nie ma.

Bo wszystko kiedyś musi się skończyć, prawda? Zakończyłam tą serię smutno, wiem. Mam do was takie pytanie, chcielibyście, aby następna seria była o np. córce, albo synu Oli i Jacka. Po śmierci ich matki? 
Pozdrawiam, Regina :)

niedziela, 18 grudnia 2016

17. Ile jeszcze?

 Kilka lat później
Ola i jacek mają córkę - Asię, ale Ola spodziewa się drugiego dziecka. Tym razem ma to być chłopczyk. Ustalili już, że nazywać będzie się Bartosz, po ojcu Jacka, który zmarł na raka. Jednak choroba Oli ciągle postępuje i coraz częściej daje o sobie znać. Nie można przy niej otwierać okien, mówić o śmierci itp. To ósmy miesiąc ciąży, termin ma za dwa tygodnie. Jacek jest cay czas przy niej i ją wspiera. Kiedyś, jak była jeszcze zdrowa, pracowała na komędzie miejskiej policji we Wrocławiu.
     To był zwykły poranek. Jacek obudził się pierwszy, zawsze tak robił. Upewnił się, że wszystkie okna są zamknięte. Zrobił sobie kawę, oraz śniadanie dla ich dwojga. Kiedy siedział samotnie w kuchni usłyszał szmer dochodzący z sypialni Asi. Zaniepokojony poszedł do pokoju córki. Kiedy wszedł zobaczył jak Ola wchodzi na parapet. W momencie zrozumiał, że okno u Asi zostało uchylone. Ola musiała się obudzić i jak co rano chciała pójść do córki. Kiedy weszła i zobaczyła otwarte okno schizofrenia wzięła górę.
- Ola, nie, stój! - krzyknął Jacek, lecz było już za późno.
Kobieta skoczyła. Jacek odrazu zadzwonił po pogotowie. Sam zbiegł na dół trzymając na rękach małą Asię. Zobaczył, że Ola zwija się z bólu. Zobaczył krew na nogach. Trzymała się za brzuch.
- Tatusiu, a cemu mama tu lezy?
- Bo mama spadła z okna.
- Ale pzeciez sie tsymała!
- Zrozumiesz jak dorośniesz.
- tata!
Później przyjechało pogotowie. Wzięli ją do karetki. Okazało się, że trzeba zrobic cesarskie cięcie. Po pięciu minutach Jacek usłyszał płacz dziecka. Ale potem przekleństwa ratowników i coś w rodzaju "zatrzymała się". Nie wiedział co się dzieje. Chciał tam wejść, zobaczyć co z nią, dotknąc jej ręki, ale wiedział, że to tylko pogorszy sprawę. Po chwili usłyszał "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip". Przeraził się, wiedział, że to już koniec. Po chwili z karetki wyszedł lekarz trzymając na rekach dziecko.
- Dziecko jest zdrowe, chłopczyk. Za to pani Ola...
- Co z Olą?!
- Ma bardzo niskie szanse na przeżycie...

****
Hej miśki! To jednak nie ostatnie opowiadanie, tak jak miało być.Teraz może przez jakiś czas nie być opowiadań, bo moja koleżanka została potrącona... A zresztą nic was to nie obchodzi.
Pozdrwiam, Rega

sobota, 3 grudnia 2016

16. To nie możliwe... + info.

Ola obudziła się w szpitalu. Docierało do niej ostre światło jarzeniówek.Słyszała czyjeś głosy dochodzące jakby zza ściany. Próbowała zlokalizować do kogo one należą, jednocześnie walcząc ze swoimi powiekami. Kiedy już na dobre się rozbudziła usłyszała kobiecy głos.
- Wygląda mi to na schizofrenię...
- Ale, pani doktor, wyjdzie z tego, prawda?
- Na to nie ma lekarstwa...
Chciała myśleć, że to nie o niej mowa, że jest zdrowa. Spojrzała na smukłą blondynkę z krótkimi włosami, na oko lat 30. Obok niej stał Jacek, którego kochała nad życie.
- I jeszcze jedno - dodała pani doktor - Pani Ola jest w pierwszym miesiącu ciąży.
Jacek usiadł ze zdziwienia na łóżku obok. Na szczęście było puste. Przyglądał się Oli w ciszy i modlił się by się obudziła. Nie wiedział, że ona już to zrobiła. Ola czując na sobie wzrok Jacka obróciła się do niego. Uśmiechnęła się i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Jacek widząc, że jego Ola się obudziła uśmiechnął się od ucha do ucha i przytulił delikatnie kobietę.
- Olu ... - wyszeptał, a z jego oczu leciały powoli łzy.
- Dziękuję, że jesteś ... - wyszeptała i również się rozpłakała.
Później przeniosła wzrok na panią doktor. Dopiero teraz mogła zobaczyć jej twarz. Zaczęła jej kogoś przypominać. Blond włosy, zielone oczy, chude uda i ramiona...
- Ania? Ania Reiter? - zapytała blondynkę, która na dźwięk swojego imineia i nazwiska obróciła się gwałtownie.
- Ola Wysocka... Ola! - krzyknęła i uściskały się serdecznie
Jacek stał natomiast z miną "O co tu kaman?" i gapił się na obie kobiety.
- Myślałam, że Cię już nigdy nie zobaczę...

*******
Cześć! To jest przedostatni rozdział TEJ SERII. Później będzie następna... A co wy na to, żebym zaczęła nową serię, o córce Oli i Jacka? Czekam na waszą ocenę.
Madritta

P.S Anna Reiter to postać z "Na sygnale", mojej drugiej serialowej miłości :)

niedziela, 27 listopada 2016

Tak tak, zabijcie mnie :D

Ten poprzedni post to......
BYŁO WYZWANIE Z BUTELKI XDDDD
Musiałam to zrobić, mam nadzieje, że nie dostaliście zawału xD.
Wybaczycie mi to??
Jak nie to macie prawo mnie zabić :D Dalej  będę pisać :D

sobota, 26 listopada 2016

Miniaturka ''Zawsze będę w twoim sercu''.

Był piękny słoneczny dzień. Ona, brązowowłosa, wysoka i piękna dziewczyna spoglądała przez ona popijając poranną kawę. Patrzyła się na piękno tego dnia, który miał się okazać najgorszym w jej życiu...
Powoli zaczęła zbierać się do pracy. Ubrała się w czarne rurki, białą bluzkę i czerwone trampki. Wzięła torebkę i wyszła z domu z zamiarem pójścia na autobus. Była w połowie drogi, kiedy zobaczyła, że ktoś się obok niej zatrzymuje. Spojrzała na kierowcę i uśmiechnęła się. To był Oliwier, jej przyjaciel, w którym ona od dawna się podkochiwała. Miała 20 lat, już była policjantką. Tak jak jej rodzice - Ola i Jacek. Mijała się z nimi na komendzie, czasami udało im się zjeść razem posiłek. Jej ojciec miał 46 lat i pracował jakodyżurny. Natomiast jej mama miała 45 lat i jeździła na patrolu. Na komendzie pracował jeszcze jej ojciec chrzestny - Mikołaj Białach, który przez swój wiek, 63 lata,  był już tylko profosem. Jego żona - Karolina Białach zginęła na akcji policyjnej kilkanaście lat temu. Mikołaj nie wiele o niej mówił i tylko jej rodzice udzielali jej podstawowych informacji. Mikołaj miał też córkę, Dominikę, ktora po wyjeździe do stanów całkowicie zapomniała o swojej rodzinie. Wróćmy jednak do porannej rzeczywistości.
- Cześć Aśka, miło mi Cię widzieć! - Oliwier wystawił głowę przez szybę swojego czarnego merca. Pomimo różnicy wieku ( Oliwier miał 26 lat ) dogadywali się świetnie. Aż za dobrze.
- Czeeeść! Podwieziesz mnie?
- Jasne wskakuj!
Po pięciu minutach byli na miejscu. Wysiedli z samochodu i poszli się przebrać. Mieli wspaniałego komendanta- Krzysztofa Zapałę. Na odprawie nic się nie działo. Po chwili wyruszyli na patrol. Asia miała dziś patrol z Olwierem, z czego bardzo się cieszyła. Połowa dnia minęła spokojnie. Kilka drobnych wezwań, o pijaczkach w parku, o wandalach, głośnych imprezkach itp. Wrócili na bazę. Na ich biurkach leżały stosy papierów, z którymi zalegali przez tydzień. Nudna była ta papierkowa robota, można było w niej utonąć. Podczas wypełniania kolejnej tabelki Asi zaburczało w brzuchu. Westchnęła i sięgnęła po radio.
- 00 do 09
- 00
- Tato, wpisz nas na przerwę.
- Ile razy mam Ci mówić, że masz do mnie mówić "00"?!
- Dzięki, bez odbioru- warknęła i odłożyła radio.
Jej rodzice zawsze się o wszystko czepiali. A to źle rubryczka wypełniona, a to notatka nie pełna, a to jeszcze coś innego.
- Idziemy do tej stołówki? Głodny jestem.. - usłyszała głos tuż obok siebie.
- Ychy...
Poszli na obiad w milczeniu. Asia wzięła sobie ziemniaki, scgabowego i surówkę, a Oliwier pierogi z mięsem. Kiedy już prawie skończyli dosiedli się do nich rodzice Asi.
- Wiecie co, ja już się najadłam - mruknęła i chciała wstać, ale Jacek jej nie pozwolił.
Pół godziny później dostali wezwanie od pewnej dziewczyny która twierdziła, że w jej ogródku jest bomba. Kiedy dojechali na miejsce okazało się, że bomba jest. Asia jednak nie wierzyła i musiała przejść cały ogródek. Była już przy płocie, kiedy poczuła, że stanęła na czymś metalowym. Przełknęła nerwow ślinę. Czyżby... stanęła na bombie?
- Asia nie ruszaj się! - usłyszała głos Oliwiera.
Po kilku godzinach nie mogła już ustać w jednym miejscu. Wtedy podszedł do niej Oliwier.
- Pirotechnik hie rozbroi tej bomby. Musisz z niej zejść, to jest jedny wyjście. Ale ...- zawiesił głos - masz 5% szans na przeżycie.
5%! Ja tego nie przeżyję. Nie ma szans.
- Oliwier, ja tego nie przeżyje. Chcę, żebyś wiedział, że ...  Kocham Cię! Iiii zawsze będę w twoim sercu, mam nadzieję...
- Ja ciebie też kocham...
- Powiedz moim rodzicom, ż e bardzo ich kocham i przepraszam za wszystko. A teraz się odsuń.
Asia
Oliwier posłusznie wykonał polecenie. Powiedział moim rodzicom, co miał do powiedzenia. Zdecydowałam się zjeść z bomby. Wystarczyło, że podniosłam nogę i wyleciałam w powietrze. Poczułam tylko jak moje ciało rozpływa się w powietrzu i pozostaje szarą smugą dymu...

XXXX
Witajcie. To chyba ostatni wpis na moim blogu. Chciałam wam podziękować, za to że byliście i to czytaliście. Kiedyś tu wrócę, obiecuję. Nie złamie tej obietnicy. A teraz na razie się żegnam i pozostawiam ten blog w opiece Blogerki 1978.
JESZCZE TU WRÓCĘ! OBIECUJĘ!
MADRITTA PL.