sobota, 28 listopada 2015

2.2 Wspomnienia nie dają żyć

 Ten dzień rozpoczął się marnie. Ola wstała dość późno i nie zdążyła zrobić sobie śniadania ani małej Asi. Musiała zdążyć do pracy i jeszcze po drodze musiała odprowadzić Asię do przedszkola. Na samą myśl, że musi iść na komendę wprawiała ją w zły nastrój. Jeszcze kilka dni temu z chęcią chodziła do pracy. Teraz jednak nie. Tam wszystko przypominało jej o Mikołaju, o tym, że go już nie ma z nią. Każde muśnięcie radiowozu, czy jakiegokolwiek przedmiotu bolało ją coraz bardziej. Każdej z tych rzeczy dotknął jej mąż. Komenda stała się dla niej aresztem emocjonalnym. Nikt nie wiedział co przeżywała. Każdy mógł sobie tylko wyobrazić co czuła.
8 godzin później
Ola właśnie skończyła pracę. Juz miała wychodzić, kiedy zdała sobie sprawę, że  nie ma telefonu. Wróciła się do pokoju, podeszła do szafki i otworzyła ją. Jednak tam zamiast telefnu zobaczyła żeczy Mikołąja. Rozpłakała się na dobre. Oparłą się o ścianę, ale chwilę potem zjechała na podłogę. Miała dość. Jej serce pękło, posypało się w drobny mak.


Przepraszam, że takie krótkie ale nie mam pomysłów. Jutro dodam dłuższe obiecuję!

środa, 25 listopada 2015

Pytanie do czytelników

Cześć! Mam pytanie, a właściwie dwa. Proszę czytających o komentowanie :)
1 Wolicie opowiadania codziennie czy raz w tygodniu?
2 Może być forma pamiętniku Oli? Czy mam wrócić do starej narracji trzecioosobowej
Pozdrawiam
Regi

1.2 Zacząć życie od nowa.

Na początku, chciałam wam powiedzieć, że teraz będzie to taka forma pamiętnika Oli. Zaczyna się nowa seria opowiadań. Teraz będę pisać np 6.2 sześć oznacza rozdział a dwa serię. Mam nadzieję, że wam się spodoba.


25.11.2015
Mam dość. Moje życie całkiem się zawaliło. Przed chwilą dowiedziałam się, że... Może zacznę od początku:
Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że mój mąż Mikołaj Białach choruje na białaczkę. Wtedy myślałam, że moje życie się zawaliło. Jednak nie. Białaczka nie dawała o sobie znać. Wyjechaliśmy razem z naszą córką do Włoch, a później do Chorwacji. Była prawdziwa sielanka aż do czasu, kiedy rano Joasia znalazła swojego tatę nieprzytomnego w łazience. Zadzwoniłam po pogotowie. Mała Asia ciągle powtarzała:
- Chcę do taty! Chcę do taty!
Wtedy nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Jak mam jej to wytłumaczyć. No a teraz problem stał się jeszcze poważniejszy. Jej ojciec nie żyje, nie oddycha, jego serce już nie bije. Teraz muszę jakoś to jej powiedzieć, wytłumaczyć. Takiej małej osóbce jaką jest Asia trudno jest powiedzieć o śmierci kogoś najbliższego. O śmierci jej kochanego ojca, i kogoś kto nigdy nie powiedział słowa, które by kogoś uraziło. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Kochanie czemu jesteś smutna?
- Bo tata sobie poszedł ode mnie.
- Tata nie poszedł od ciebie, ani ode mnie. On... on nie miał wyboru.
- Ale o co chodzi?
- Bo wiesz córeczko, tata poszedł do nieba.
- A kiedy wróci?
- Tata już nie wróci. Ale będzie z nami do końca naszego życia.
- Czyli tata nie żyje?
- Tak, tata nie żyje.
Asia wtedy nie wytrzymała i pobiegła rzucić się na łóżko. Pobiegłam za nią. Wpadłam do pokoju, w którym ona już była. Siedziała na łóżku i płakała patrząc się w ścianę. Usiadłam obok niej i przytuliłam ją. Sama z trudem powstrzymywałam łzy. Moja trzyletnia córeczka straciła tatę, a ja straciłam męża. Wtedy myślałam, że już wszystko zrobiłam, że już wszystko opowiedziałam. Ale jednak nie. Zapomniałam o jednym. O zaczęciu życia od nowa.
                           
                                                                                                 Ola ------- Wysocka.

wtorek, 10 listopada 2015

Happy End.

Ola i Jacek przygotowywali się do ślubu. W domu panowała wesoła atmosfera, Ola i Emilka poprawiały sobie makijaż. Ślub był za godzinę więc zostało mało czasu. Jednak lepszego dnia nie mogło być. Ola dowiedziała się, że urodzi bliźniaki, Paulina odsiaduje 14-sto letni wyrok, a Wojciech Wysocki zerwał z Pamelą.
- Emilka?
- No?
- Bardziej będzie mi pasował ten cień, czy bardziej ten?
- Myślę, że ten.
- Dzięki
W tym momencie do mieszkania wpadł Jacek.
- Ola! Ola!
- Jacek? Co się stało?
- Ślub został przesunięty! Za piętnaście minut przy kościele!
- Oj szybko Emilka welon! Szminka! Lokówka!
Osiem miesięcy później.
Ola właśnie urodziła bliźniaki, którym dali na imię Nadia i Nikodem. Razem z Jackiem cieszyli się, że mają bliźniaki. Wesołe i uśmiechnięte dzieci wprawiały ich w wesoły nastrój. Od dawna oczekiwali tych małych promyczków nadziei.
2 Lata później
Ola, Jacek, Nadia i Nikodem mieszkają w pięknym domu na obrzeżach Wrocławia. Oni dalej pracują w komendzie miejskiej. Są szczęśliwym małżeństwem. Nie wyobrażają, sobie bez siebie życie.



Cześć! To jest najkrótsze opowiadanie na blogu. Teraz robię sobie tygodniową przerwę, a później kolejne opowiadania. Mam nadzieję, że pogodzicie się z tym.
Pozdrawiam
Regi

sobota, 7 listopada 2015

12.1 Rodzice Jacka

Minęły już dwa tygodnie od nieszczęśliwego wypadku Jacka. Dzisiaj miał być wypisany do domu. Przyjechała po niego Ola. Najpierw sprawdzili czy wszystko jest, a później poszli po wypis.
- Jak tam Olu? Dobrze się czujesz?
- Tak dobrze.
- Dzwonili moi rodzice wpadną dzisiaj na obiad.
- OK, tylko muszę coś wymyślić na obiad, bo nie nakarmię ich suchym mięsem-zażartowała.
- A może twój ojciec też przyjdzie? Będzie bardziej rodzinnie.
- Mhm.
Kiedy wreszcie dostali wypis wsiedli do auta i pojechali na zakupy. Ola kupiła kilka niezbędnych rzeczy, jak np. chleb, masło, warzywa itp. Jacek kupił dobrą herbatę i ciasto. Po zakupach wrócili do domu. Tam rozpakowali zakupy, a Ola zaczęła przygotowywać obiad. Jacek zadzwonił do ojca Oli:
- Dzień dobry! Jacek z tej strony.
- O witaj Jacku! Jak tam dobrze się czujesz?
- Tak już dobrze. Ale ja w innej sprawie. Dałby się pan zaprosić na obiad?
- Dzisiaj? Oczywiście, że tak! Dziękuję za zaproszenie.
- Do zobaczenia!
Jacek rozłączył się i poszedł za zapachem, który zaprowadził go do kuchni.
- Jak tam ojciec? Dał się zaprosić?-zapytała Ola
- Dał, dał. Nawet się ucieszył.
- To dobrze.
Po półgodzinie zjawili się rodzice Jacka i ojciec Oli. Ola podała do stołu. Na obiedzie pojawiały się różne tematy, ale głównie mówiono o pracy Oli i Jacka. Właśnie dyskutowano na temat Pauliny, gdy Ola wzięła widelec i delikatnie zastukała w szklankę dając wszystkim do zrozumienia, że mają być cicho.
- A więc-zaczął Jacek- chcielibyśmy wam coś powiedzieć
- Otóż... Jestem w ciąży!
- Gratuluję!-wrzasnął Ojciec Jacka
- A ja już wiedziałem-wyrwało się Wysockiemu.
Natomiast mama Jacka miała grobową minę.
- Mam zostać teraz babcią?! Wykluczone, powinnam zostać nią wcześniej! Gratuluję!
- Dziękuję.
Po obiedzie nadszedł czas na ciasto i herbatę. Rodzice Jacka i Ojciec Oli śmiało mogli mówić, że są już rodziną. W końcu nią byli.


No i skończyłam. Mam jedno pytanie. Czy mój blog jest ok? Czy powinam coś w nim zmienić?
Pytania:
1 Jak podobają się wam rodzice Jacka?
2 Jak zrozumieliście zdanie "W końcu nią byli"?