wtorek, 10 stycznia 2017
Dwa
- Co robisz?
- Nie widać? Wypełniam papierologię - mruknęła próbując wymyślić coś, aby ją spławić.
Nie to, że nie lubiła Alicji. Była w porządku, ale teraz nie chciało jej się z nią gadać.
Do pokoju wszedł Mikołaj. W rękach niósł 4 tace z jedzeniem. Zaczął rozdawać od Karoliny i zatrzymał się przy niej dość długo. Patrzyli sobie w oczy.
- Ekchm! - chrząknęły Ola i Alicja
- Eee... A no tak, sory.
Posiłek zjedli w milczeniu. Tylko Mikołaj co jakiś czas spoglądał na Karolinę, która udawała, że tego nie widzi. Ala i Ola wymieniły porozumiewawcze spojrzenia i wyszły z pokoju zostawiając ich samych. Alicja skierowała się na recepcję porozmawiać z Zosią, a Ola do Jacka. Weszła do jego gabinetu, w którym zastała Jacka wściekłego do czerwoności.
- Co się stało? - zapytała niepewnie
- Co się stało?! Jacyś dziennikarze ciągle, CIĄGLE, próbują się do mnie dodzwonić.
- Ciii, spokojnie - usiadła mu na kolanach i pocałowała
Siedzieli w tej pozycji dość długo, póki drzwi gabinetu nagle się nie rozwarły. W drzwiach ukazała się trójka dziennikarzy, którzy nieśli ze sobą aparaty i notesy. Na ich widok Ola spadła z krzesła, a Jacek, który już nie wytrzymał, zaczął się wydzierać, tak, że słyszało go pewnie pół Wrocławia.
- Panie, kto pana tu wpuścił! Niech pan kur*a zrozumie, że policjanci też mają swoje prywatne życie! I niech mi się tu pan na oczy więcej nie pokazuje, bo pana zastrzelę! I ciało wywieszę na widok publiczny!
Dziennikarze wyskoczyli jak oparzeni i słychać było jak zwiewają.
Hej. I jak?? Opowiadania będą rzadziej, bo nie mam czasu. Mam w cholere nauki, a po za tym teraz jest taki zimno, że lepiej nie gadać...
sobota, 31 grudnia 2016
Jeden + info o kolejnej serii
Info:
1. Ola i Jacek są już po ślubie, Ola jest zdrowa i pracują na KMP we Wrocławiu :)
2. Komendant Wysocki i Mieszko żyją
3. Mikołaj też.
4. Pojawią się tutaj też postaci typu Ala, Karolina, profos itd.
5. Olka ma siostrę - Patrycję, o której jeszcze nic nie wie :)
Zapraszam do czytania.
Na komendzie miejskiej we Wrocławiu panował spokój. Wszyscy mieli swoją robotę i nikt nie łaził bezcelowo po korytarzach. W swoim gabinecie dyżurny próbował się rozczytać we wczorajszych raportach od 002. Przeczytał dopiero pierwsze sześć linijek, a już naliczył dwanaście błędów. Po za tym, na kaligrafie to na pewno nie chodzili. W końcu odpuścił, poprosił Boga o cierpliwość i upił resztę kawy ze swojego kubka. W tym momencie nie miał nic do zrobienia, więc wyciągnął swoją ulubioną książkę i zaczął czytać. Nie minęło pięć minut, kiedy do gabinetu wparował komendant, czerwony jak burak. Oddychał ciężko i ocierał ręką krople potu na twarzy. Jacek natychmiast zrozumiał, o co chodziło.
- Znów jakiś dziennikarz? - zapytał patrzac na Wysockiego, który powoli dochodził do siebie.
- Tym razem z party.pl czy gdzieś - sapnął
- Oni nigdy nie dają nam spokoju - mruknął Nowak, po czym podał Wysockiemu kubek z wodą.
- Ta sprawa z Karoliną, to już zamknięty temat - powiedział Wysocki - odczepili się jej.
- To w takim razie, o co tym razem chodzi? - zapytał zdezorientowany Jacek.
- O was. O Olę i ciebie. Dowiedzieli się, że na komendzie pracuje małżeństwo i teraz cały czas latają za mną i o to wypytują.
Nagle drzwi dyżurki się otworzyły i do pomieszczenia wpadło dwóch dziennikarzy.
- Nie nie nie! - jęknął Wysocki i opadł na krzesło
- Czy może pan... - zaczął dziennikarz, ale Jacek wrzasnął na niego:
- Panie, wypi**dalaj pan stąd, bo użyję pałki! Gówno pana obchodzi prywatne życie policjantów!
Dziennikarz stał zdezorientowany patrząc raz na kipiącego złością Nowaka, raz na dyszącego ciężko Wysockiego.
- Głuchy pan? - ryknał dyżurny, na co dziennikarz wyskoczył z pomieszczenia jak oparzony.
Jacek opadł na swoje krzesło cały czas aż gotując się ze złości. Jedyna osoba, która byłaby go w stanie teraz uspokoić to Ola. Usłyszał pukanie do drzwi, a zaraz potem do jego gabinetu weszła jego małżonka. Widząc przedstawienie w środku zapytała:
- Skąd tym razem?
- Z party.pl - mruknął jej ojciec.
Elo. Wróciłam z opowiadaniami. Na dobry początek coś takiego. Mam nadzieję, że wam się podoba :3.
Pozdro
niedziela, 25 grudnia 2016
Koniec.
Obudziłam się na twardym szpitalnym łóżku. Obok mnie stały kochające mnie osoby. Dziwne było to, że nic nie czułam. Próbowałam podnieść rękę. Nie podniosłam. Czy ja umarłam? Co się ze mną dzieje, to nie jest sen. Nie mogę nic zrobić, ani powiedzieć, ale jestem w pełni świadoma. O co tu chodzi?
- Olu, obudź się. Ja Ci nie pozwolę umrzeć, nie pozwolę! Pomyśl o Asi i o Bartku! Właśnie, Bartek jest już z nami. Wiem, że mnie słyszysz! Ola, proszę Cię... - powiedział Jacek i przymknął oczy.
Ścisnął moją rękę i zobaczyłam łzy spływające po jego twarzy. tak bardzo chciałam je teraz otrzeć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Chciałam mu powiedzieć, że chcę walczyć i tam być. Ale miałam zbyt mało sił. Teraz zebrałam wszystkie siły do mojej lewej ręki, którą trzymała Jacek. Energię, której miałam tak mało przekazałam do ręki, ścisnęłam jego dłoń i wydusiłam:
- Jacek kocham Cię i dzieci też.
Później opadły mi wszystkie siły. I nie wiem co się ze mną stało, później już się nie obudziłam.
* Z punktu widzenia Jacka *
Stałem przy niej cały czas. Chciałem ją mieć przy sobie dalej. Nie chciałem żeby umarła. W pewnym momencie znów zacząłem szeptać:
- Olu obudź się. Ja Ci nie pozwolę umrzeć, nie pozwolę! Pomyśl o Asi i o Bartku! Właśnie, Bartek jest już z nami. Wiem, że mnie słyszysz! Ola, proszę Cię... - przymknąłem oczy i zacząłem płakać. Brakowało mi jej, cholernie mi jej brakowało. Chciałem, żeby teraz otarła mi łzy i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Nagle poczułem, że ścisnęła moją rękę. Potem usłyszałem jej słaby głos. Nie wiedziałem, że to są jej ostatnie słowa:
- Jacek Kocham Cię i dzieci też.
Później zamknęła oczy. Parametry zaczęły szaleć. Później na monitorze ukazała się prosta linia.
* Narrator *
Siedział w pokoju dzieci na kanapie. Spojrzał na syna i córkę. Włosy z pewnością odzieczyli po niej. Dwa lata. To już dwa lata jak jej tu nie ma. Wzięło go na wspominki. Zaczął wspominać ich wszystkie wspólne chwile. Chciał, żeby teraz tu była, usiadła obok niego i pocałowała. Ale jej nie ma.
Bo wszystko kiedyś musi się skończyć, prawda? Zakończyłam tą serię smutno, wiem. Mam do was takie pytanie, chcielibyście, aby następna seria była o np. córce, albo synu Oli i Jacka. Po śmierci ich matki?
Pozdrawiam, Regina :)
niedziela, 18 grudnia 2016
17. Ile jeszcze?
Ola i jacek mają córkę - Asię, ale Ola spodziewa się drugiego dziecka. Tym razem ma to być chłopczyk. Ustalili już, że nazywać będzie się Bartosz, po ojcu Jacka, który zmarł na raka. Jednak choroba Oli ciągle postępuje i coraz częściej daje o sobie znać. Nie można przy niej otwierać okien, mówić o śmierci itp. To ósmy miesiąc ciąży, termin ma za dwa tygodnie. Jacek jest cay czas przy niej i ją wspiera. Kiedyś, jak była jeszcze zdrowa, pracowała na komędzie miejskiej policji we Wrocławiu.
To był zwykły poranek. Jacek obudził się pierwszy, zawsze tak robił. Upewnił się, że wszystkie okna są zamknięte. Zrobił sobie kawę, oraz śniadanie dla ich dwojga. Kiedy siedział samotnie w kuchni usłyszał szmer dochodzący z sypialni Asi. Zaniepokojony poszedł do pokoju córki. Kiedy wszedł zobaczył jak Ola wchodzi na parapet. W momencie zrozumiał, że okno u Asi zostało uchylone. Ola musiała się obudzić i jak co rano chciała pójść do córki. Kiedy weszła i zobaczyła otwarte okno schizofrenia wzięła górę.
- Ola, nie, stój! - krzyknął Jacek, lecz było już za późno.
Kobieta skoczyła. Jacek odrazu zadzwonił po pogotowie. Sam zbiegł na dół trzymając na rękach małą Asię. Zobaczył, że Ola zwija się z bólu. Zobaczył krew na nogach. Trzymała się za brzuch.
- Tatusiu, a cemu mama tu lezy?
- Bo mama spadła z okna.
- Ale pzeciez sie tsymała!
- Zrozumiesz jak dorośniesz.
- tata!
Później przyjechało pogotowie. Wzięli ją do karetki. Okazało się, że trzeba zrobic cesarskie cięcie. Po pięciu minutach Jacek usłyszał płacz dziecka. Ale potem przekleństwa ratowników i coś w rodzaju "zatrzymała się". Nie wiedział co się dzieje. Chciał tam wejść, zobaczyć co z nią, dotknąc jej ręki, ale wiedział, że to tylko pogorszy sprawę. Po chwili usłyszał "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip". Przeraził się, wiedział, że to już koniec. Po chwili z karetki wyszedł lekarz trzymając na rekach dziecko.
- Dziecko jest zdrowe, chłopczyk. Za to pani Ola...
- Co z Olą?!
- Ma bardzo niskie szanse na przeżycie...
****
Hej miśki! To jednak nie ostatnie opowiadanie, tak jak miało być.Teraz może przez jakiś czas nie być opowiadań, bo moja koleżanka została potrącona... A zresztą nic was to nie obchodzi.
Pozdrwiam, Rega
sobota, 3 grudnia 2016
16. To nie możliwe... + info.
- Wygląda mi to na schizofrenię...
- Ale, pani doktor, wyjdzie z tego, prawda?
- Na to nie ma lekarstwa...
Chciała myśleć, że to nie o niej mowa, że jest zdrowa. Spojrzała na smukłą blondynkę z krótkimi włosami, na oko lat 30. Obok niej stał Jacek, którego kochała nad życie.
- I jeszcze jedno - dodała pani doktor - Pani Ola jest w pierwszym miesiącu ciąży.
Jacek usiadł ze zdziwienia na łóżku obok. Na szczęście było puste. Przyglądał się Oli w ciszy i modlił się by się obudziła. Nie wiedział, że ona już to zrobiła. Ola czując na sobie wzrok Jacka obróciła się do niego. Uśmiechnęła się i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Jacek widząc, że jego Ola się obudziła uśmiechnął się od ucha do ucha i przytulił delikatnie kobietę.
- Olu ... - wyszeptał, a z jego oczu leciały powoli łzy.
- Dziękuję, że jesteś ... - wyszeptała i również się rozpłakała.
Później przeniosła wzrok na panią doktor. Dopiero teraz mogła zobaczyć jej twarz. Zaczęła jej kogoś przypominać. Blond włosy, zielone oczy, chude uda i ramiona...
- Ania? Ania Reiter? - zapytała blondynkę, która na dźwięk swojego imineia i nazwiska obróciła się gwałtownie.
- Ola Wysocka... Ola! - krzyknęła i uściskały się serdecznie
Jacek stał natomiast z miną "O co tu kaman?" i gapił się na obie kobiety.
- Myślałam, że Cię już nigdy nie zobaczę...
*******
Cześć! To jest przedostatni rozdział TEJ SERII. Później będzie następna... A co wy na to, żebym zaczęła nową serię, o córce Oli i Jacka? Czekam na waszą ocenę.
Madritta
P.S Anna Reiter to postać z "Na sygnale", mojej drugiej serialowej miłości :)
niedziela, 27 listopada 2016
Tak tak, zabijcie mnie :D
BYŁO WYZWANIE Z BUTELKI XDDDD
Musiałam to zrobić, mam nadzieje, że nie dostaliście zawału xD.
Wybaczycie mi to??
Jak nie to macie prawo mnie zabić :D Dalej będę pisać :D
sobota, 26 listopada 2016
Miniaturka ''Zawsze będę w twoim sercu''.
Powoli zaczęła zbierać się do pracy. Ubrała się w czarne rurki, białą bluzkę i czerwone trampki. Wzięła torebkę i wyszła z domu z zamiarem pójścia na autobus. Była w połowie drogi, kiedy zobaczyła, że ktoś się obok niej zatrzymuje. Spojrzała na kierowcę i uśmiechnęła się. To był Oliwier, jej przyjaciel, w którym ona od dawna się podkochiwała. Miała 20 lat, już była policjantką. Tak jak jej rodzice - Ola i Jacek. Mijała się z nimi na komendzie, czasami udało im się zjeść razem posiłek. Jej ojciec miał 46 lat i pracował jakodyżurny. Natomiast jej mama miała 45 lat i jeździła na patrolu. Na komendzie pracował jeszcze jej ojciec chrzestny - Mikołaj Białach, który przez swój wiek, 63 lata, był już tylko profosem. Jego żona - Karolina Białach zginęła na akcji policyjnej kilkanaście lat temu. Mikołaj nie wiele o niej mówił i tylko jej rodzice udzielali jej podstawowych informacji. Mikołaj miał też córkę, Dominikę, ktora po wyjeździe do stanów całkowicie zapomniała o swojej rodzinie. Wróćmy jednak do porannej rzeczywistości.
- Cześć Aśka, miło mi Cię widzieć! - Oliwier wystawił głowę przez szybę swojego czarnego merca. Pomimo różnicy wieku ( Oliwier miał 26 lat ) dogadywali się świetnie. Aż za dobrze.
- Czeeeść! Podwieziesz mnie?
- Jasne wskakuj!
Po pięciu minutach byli na miejscu. Wysiedli z samochodu i poszli się przebrać. Mieli wspaniałego komendanta- Krzysztofa Zapałę. Na odprawie nic się nie działo. Po chwili wyruszyli na patrol. Asia miała dziś patrol z Olwierem, z czego bardzo się cieszyła. Połowa dnia minęła spokojnie. Kilka drobnych wezwań, o pijaczkach w parku, o wandalach, głośnych imprezkach itp. Wrócili na bazę. Na ich biurkach leżały stosy papierów, z którymi zalegali przez tydzień. Nudna była ta papierkowa robota, można było w niej utonąć. Podczas wypełniania kolejnej tabelki Asi zaburczało w brzuchu. Westchnęła i sięgnęła po radio.
- 00 do 09
- 00
- Tato, wpisz nas na przerwę.
- Ile razy mam Ci mówić, że masz do mnie mówić "00"?!
- Dzięki, bez odbioru- warknęła i odłożyła radio.
Jej rodzice zawsze się o wszystko czepiali. A to źle rubryczka wypełniona, a to notatka nie pełna, a to jeszcze coś innego.
- Idziemy do tej stołówki? Głodny jestem.. - usłyszała głos tuż obok siebie.
- Ychy...
Poszli na obiad w milczeniu. Asia wzięła sobie ziemniaki, scgabowego i surówkę, a Oliwier pierogi z mięsem. Kiedy już prawie skończyli dosiedli się do nich rodzice Asi.
- Wiecie co, ja już się najadłam - mruknęła i chciała wstać, ale Jacek jej nie pozwolił.
Pół godziny później dostali wezwanie od pewnej dziewczyny która twierdziła, że w jej ogródku jest bomba. Kiedy dojechali na miejsce okazało się, że bomba jest. Asia jednak nie wierzyła i musiała przejść cały ogródek. Była już przy płocie, kiedy poczuła, że stanęła na czymś metalowym. Przełknęła nerwow ślinę. Czyżby... stanęła na bombie?
- Asia nie ruszaj się! - usłyszała głos Oliwiera.
Po kilku godzinach nie mogła już ustać w jednym miejscu. Wtedy podszedł do niej Oliwier.
- Pirotechnik hie rozbroi tej bomby. Musisz z niej zejść, to jest jedny wyjście. Ale ...- zawiesił głos - masz 5% szans na przeżycie.
5%! Ja tego nie przeżyję. Nie ma szans.
- Oliwier, ja tego nie przeżyje. Chcę, żebyś wiedział, że ... Kocham Cię! Iiii zawsze będę w twoim sercu, mam nadzieję...
- Ja ciebie też kocham...
- Powiedz moim rodzicom, ż e bardzo ich kocham i przepraszam za wszystko. A teraz się odsuń.
Asia
Oliwier posłusznie wykonał polecenie. Powiedział moim rodzicom, co miał do powiedzenia. Zdecydowałam się zjeść z bomby. Wystarczyło, że podniosłam nogę i wyleciałam w powietrze. Poczułam tylko jak moje ciało rozpływa się w powietrzu i pozostaje szarą smugą dymu...
XXXX
Witajcie. To chyba ostatni wpis na moim blogu. Chciałam wam podziękować, za to że byliście i to czytaliście. Kiedyś tu wrócę, obiecuję. Nie złamie tej obietnicy. A teraz na razie się żegnam i pozostawiam ten blog w opiece Blogerki 1978.
JESZCZE TU WRÓCĘ! OBIECUJĘ!
MADRITTA PL.
sobota, 12 listopada 2016
Czemu nie komentujecie?
Do jasnej cholery czy ktoś mi może powiedzieć o co w tym chodzi?
Bo ja już nie wiem.
Jeden mały komentarz! no proszę jeden. przynajmniej "fajny rozdział"
Jak ja mam pisać, skoro nikt tego nie czyta?
WIEM ŻE CZYTACIE TAK TYLKO MÓWIĘ. NIE ZABIJAJCIE
Ja wiem, nie macie konta, nie chce wam się logować
Ale zrozumcie. jeden komentarz mnie zadowoli :)
Madrita
piątek, 11 listopada 2016
OMG UMARŁAM
TU MACIE LINKA
/http://www.telemagazyn.pl/serial/policjantki-i-policjanci-542853/odc234/
czwartek, 3 listopada 2016
E&K Rozdział 4
-No to mam przechlapane- mruknął pod nosem chłopak, chowając do kieszeni telefon. Chłopaki, którzy się bili, po chwili się zorientowali, że oprócz Tośka, który wszystko nagrywał, obserwuje ich ktoś jeszcze. Przestali się bić i spojrzeli na policjanta.
-Pan Krzysiek?- spytali równocześnie zaskoczeni.
-Gabriel? Konrad? Chłopaki, czemu wy w ogóle w szkole nie jesteście?- Zapała surowo spojrzał na nich, a jego wzrok zatrzymał się na synu.
-Tato, oj nie denerwuj się. Nie wmówisz mi, że ty takim świętoszkiem byłeś i na wagary nie chodziłeś- zwrócił się do niego syn, bardzo opryskliwie.
-Owszem, chodziłem, ale nie w twoim wieku. Co ty sobie wyobrażasz? Że będziesz...- Krzysiek bardziej by wybuchł, gdyby nie Emilka, która położyła dłoń na jego ramieniu.
-Uspokój się- powiedziała spokojnym tonem- Lepiej pomyślmy, co zrobimy w tej sytuacji. Zawijamy ich na komendę, czy odstawiamy do domów?
-Serio mamy jechać na komendę?- na twarzy Konrada pojawił się szeroki uśmiech. Dla niego byłaby to frajda, z resztą tak samo jak dla Gabriela. Dla Tośka już trochę mniej, bo znał to miejsce bardzo dobrze.
-Chyba lepiej będzie jak odstawimy ich do domu- stwierdził Krzysiek- Idziemy do radiowozu.
-A włączy pan koguty?- spytał Gabryś.
-Niestety chłopcy, nie możemy. Wskakujcie- otworzył im drzwi, a chłopcy posłusznie wykonali polcenie. Najpierw Emilka z Krzyśkiem odwieźli Gabriela, a następnie Konrada do rodziców, którzy zachwyceni nie byli, a na końcu Tośka do mamy Emilki, bo była jedyną osobą, która mogła na tamtą chwilę zająć się synem Zapały. Jako, że nie mieli nic do roboty, pojechali na bazę napisać raport z interwencji. Krzysztof był niezadowolony, że musi użyć imienia i nazwiska swojego dziecka w dokumentach, ale chłopak sam sobie narobił. Gdy to skończyli, udali się na przerwę. Dosiadł się do nich Kobielak.
-Jak tam gołąbeczki?- zapytał, spoglądając to na Emilkę, to na Krzyśka.
-Adaś, mógłbyś zająć się swoimi sprawami?- Krzysiek miał już dość tego wszystkiego trochę. Wieści na komendzie bardzo szybko się roznosiły.
-Krzysiek, Emilka, słuchajcie, słyszałem coś dzisiaj. Tylko błagam, jak już, to nie wiecie tego ode mnie. Chodzi o komendantkę i o was.
***
Hejka, to ja, Blogerka 1978. Od dzisiaj możecie czytać opowiadania mojego autorstwa na tym blogu, do którego zostałam zaproszona do współtworzenia. Będę się podpisywać #blogerka1978 (żadne zaskoczenie) xD
Ps. Wiem, że krótkie, ale szkoła daje we znaki.
Dzisiejszy odcinek ...
Karolina po pijanemu jest boska..
I Jezus Maryjko kochana! Więcej takich scen!
Ekchm...
Odcinek bardzo pouczający i pokazujący czego nie robić po pijanemu. Wykorzystam go na lekcję XDDDDDD
PZDRO
MADRITA
wtorek, 1 listopada 2016
Rozdział 15 "Jak ciężkie jest życie, wiem tylko ja"
Ola na widok bandy znieruchomiała. W szeregach zobaczyła kogoś, kogo by się nigdy nie spodziewała.
- Alicja? - głos jej się załamał.
Strzał. Jeden, drugi trzeci. Ola upadła na podłogę i zamknęła oczy. Ania zrobiła to samo, ale ból odczuła o wiele większy. Ola spodziewała się najgorszego. Zaraz ją trafią i będzie po wszystkim. Usłyszała czyjeś kroki, ale nie chciała wiedzieć czyje. Czekała aż strzeli i zabierze ją do nieba. Ale tak się nie stało. Usłyszała, że Ania wstała. Widziała, że rozgląda się dookoła.
- Poszli - mruknęła i opadła bezwładnie na podłogę.
- Naprawdę? - Ola uwierzyła i się podniosła.
Nie było tam nikogo oprócz Ani i całej bandy Napierskiego. Ola patrzyła z niedowierzaniem. Czyżby szesnastolatka ją oszukała? A potem padł kolejny strzał. Ciało Oli przeszył okropny ból, gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Przestała oddychać, serce przestało bić. Poczuła się lekko. Ale ból i oddech wróciły. I serce też. Ktoś ją reanimował, ktoś robił jej sztuczne oddychanie i próbował ją uwolnić z objęć śmierci. Nie chciała uciekać. Chciała być ze śmiercią, z jej ojcem i matką i wreszcie zaznać spokoju, którego nigdy nie zazna na ziemi. Ale nie, jej serce zaczęło bić, zaczęła oddychać, choć tego nie chciała. Uslyszała głosy jakby zza ściany.
- wróciła! - mówił męski głos.
- Ona nigdy by nie umarła. Nigdy nie chciała śmierci. Nie Ola.
Ola zaczynała się wybudzać. Docierały do niej pierwsze skrawki rzeczywistości. magazyny, Ania, Napierski, strzały, chęć śmierci... Nie, tego ostatniego nie może wymieniać. Dlaczego w ogóle o tym pomyślała? Czemu? Śmierć nie jest niczym dobrym, tylko zabiera nam bliskie osoby i ich nie oddaje.
XX
Witajcie :D To opowiadanie jest krótkie, dziwne i głupie ale z mózgiem nie pogadam xD.
P.S widzieliście ten zwiastun z Mkołajem i Karoliną? Mam nadzieję, że ich coś połączy xD
Madritta
niedziela, 16 października 2016
Rozdział 14
* w tym samym czasie *
Jacek wypijał już kolejną szklankę whisky w nocnym klubie. To była już chyba piąta. Nie mógł sobie wybaczyć, że dopuścił do straty Oli. Był już całkiem pijany, kiedy poczuł, że coś wibruje mu w kieszeni. Ospale wyciągnął samsunga i odebrał.
- Haloo oo?-zapytał pijanym głosem
- Masz 48 godzin na dostarczenie pieniędzy pod magazyny na praskiej. Jak nie to ta twoja dziwka Wysocka odejdzie sobie z naszego świata.
- Ona nie jest moja ha-odpowiedział i odłożył słuchawkę. Poprosił o jeszcze jedną szklankę whisky. Przed oczmi miał widok Oli, która przyłapała go na całowaniu się z Alicją. Żeby mógł cofnąć czas. Ale to już nie ma znaczenia. Wziął szklankę do ręki i opróżnił ją z impetem nie pozostawiając ani kropli. Czknął pijanie i przwrócił się, spadając z krzesła. Dopiero upadek otrzeźwił mu rozum i przypomniał sobie rozmowę.
- O kurcze blade!- wrasnął i wybiegł zpstawiając tylko kasę na ladzie. Czuł się całkiem trzeźwy.
Ola w tym samym czasie dochodziła do siebie. Kiedy się obudziła ujrzała stare magazyny na praskiej. Głowa nawalała jej strasznie. Spojrzała w lewą stronę i zobaczyła straszny widok. Pobitą nastolatkę z długimi wlosami przywiązaną do ściany. Pewien mężczyzna, pewnie ziomek Napierskiego, bił ją po twarzy. Oli zrobiło się żal dziewczyny. Kiedy mężczyzna odszedł podeszła do niej. Ściągnęła swój płaszcz i wytarła nim twarz dziewczyny. ta nie mając siły spojrzeć na swojego wybawcę powiedziała:
- Dziękuję. Z całego serca.
po krótkim czasie otwarła oczy. Kiedy zobaczyła Olę uśmiechnęła się.
- jak masz na imię i ile masz lat? - spytała Ola
- Jestem Ania. Mam 16 lat. Mój ojciec pożyczył od tych zbirów pieniądze. Najpierw mieliśmy z czego spłacać ale potem skończyły się pieniądze. upominali się. Dostawaliśmy głuche telefony. Chcieliśmy zawiadomić policję, ale oni przysłali sms'a, że jak to zrobimy spalą nasz dom. Kilka dni temu po pracy ojciec nie wrócił do domu. tego samego dnia ci bandyci przysłali sms'a z wiadomością, że mamy wpłacić okup. Nie miałyśmy z czego. Ja, moja mama, oraz moja młodsza siostra. Kiedy wracałam ze szkoły porwali mnie. Nie wiem gdzie jest mój ojciec. Martwię się o niego, ale bardziej martwię się o moją mamę i siostrę.
Nagle usłyszeli czyjeś kroki. Do magazynu wszedł Napierski ze swoją bandą.
- No ...
I Jak? Wiem, że tr krótkie ale nie mam weny. Pozdrrawiam. Jak myślicie co powie Napierski. I czy Ola pomoże Ani ?
Madrita
P. S Dedykuję to opowiadanie Ani Stankiewicz i Anecie Meger :)
piątek, 7 października 2016
WYniki KOnkursu
1 Blogerka 1978
2 Księżniczka <3 (nie umiem tego serduszka )
Na trzecie nikt się nie zakwalifikował, lub nie dostałam jego opowiadania :(
Mada
Żebym mogła was dodać dajcie email
P.S Tytuł jest specjalnie :)
środa, 5 października 2016
WAŻNEEEE!!
Mada
Rozdział 13 "Krucha Samotność"
****
Ola pobiegła do domu. Zaczęła się pakować. Nerwowo zbierała swoje rzeczy. W tym całym roztargnieniu zostawiła swoją ulubioną bransoletkę na stoliku nocnym. Spakowana wyszla z mieszkania Jacka, które już nie było jej mieszkaniem. Wybiegła z niego jak najprędzej zostawiając wszystkie wspomnienia w mieszkniu numer 10. Kiedy weszła na ulicę zobaczyła biegnącego w jej stronę Jacka. Kobieta kiedy go zobaczyła przyśpieszła kroku. Chodnik był wyboisty, a co za tym idzie nierówny. Ola biegnąc potknęła się i zrobiła dziurę w legginsach. Podnosząc się syknęła "Kur*a" i poszła lekko utykając na lewą nogę. Poszła na przystanek autobusowy, złapała najbliższy autobus i pojechała do mieszkania jej ojca, teraz jej mieszkania. Wpadła i jak wariatka zaczęła wypakowywać swoje rzeczy. Kiedy była w tym amoku, zadzwonił jej telefon. Przez świdrujący dzwonek Ola wydarła się z aury wściekłości, ktore je otaczało.
- Halo?-powiedziała niepewnie
- Tu Szymon Napierski. Jeżeli nie zjawisz się w ciągu 2h pod magazynami stanie się coś złego-powiedział rozmówca i odłożył telefon.
Przerażnoa Ola uzanała, że miło było by siedzieć teraz obok Jacka i próbować wspólnie znaleść rozwiązanie. Zaczęła płakać. Wiedziała, że Napierski nie żartuje i może zrobić wszystko. Ale cóż miała do stracenia? Postanowiła, że pojedzie pod te nieszczęsne magazyny. Ale chwila. We Wrocławiu jest kilkanaście magazynów. Niewiadomo o który chodziło szymonowi. Jednak Ola domyśliła się, że są to magazyny na Praskiej (nawiązanie do poprzedniej serii opowiadań), w których była przetrzymywana. Pojechała tam. była po godzinie. Napierski czekał przed magazynem i na widok Oli uśmiechnął się.
- dobrze, że przyszłaś.
Ola nic nie odpowiedziała. Napierski pociągnął ją za rękę. Nagle poczuła uderzenie w łeb...
Elo! Krótkie, bo krótkie, ale jet! Jak wam się podoba blog o Ali? Aha i nie zapomnijcie o komentarzu :)
Mada
sobota, 1 października 2016
Nowy blog. xD
alamorawskaopowiadania.blogspot.com
poniedziałek, 26 września 2016
Miniaturka na (prawie) 20000 wyświetleń
****
Byłam małym dzieckiem, miałam może 6 lat. Poszłam z tatą i mamą do parku. Slońce świeciło, bawiły się dzieci. Lubiłam tu przychodzić. Poszłam do piaskownicy, kopać dołki. Bawiłam sie tam kilka minut, jak zobaczyłam, że ktoś się do moich rodziców dosiadł. Spojrzałam na nich z zaciekawieniem. Siedział tam siwawy mężczyzna i blondynka razem ze swoim synkiem, który na oko miał też 6-7 lat. Zauważyłam, że idzie w moim kiedrunku. Zajęłąm się zabawą, niezwracałam na niego uwagi. On poklepał mnie po plecach, a więc musiałam się odwrócić.
- Jacek jestem- powiedział i szeroko się uśmiechnął, pokazując rząd śnierznobiałych mleczaków.
- Olka-powiedziałam i też się uśmiechnęłam.
Od tego momentu zaczęła się nasza przyjaźń. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, aż nasi rodzice uznali, że zbyt długo się znamy. Pewnego dnia, kiedy miałam 11 lat, czekałam na niego bardzo długo w naszym miejscu spotkań. Nie przyszedł. Zawiedziona poszłam z powrotem do domu. Mój ojciec od razu zauważył, że jest coś nie tak. Zaczął mnie wypytywać co się stało. Na początku mówiłam, że jest wszystko w porządku, ale potem chciałam mu już wszystko opowiedzieć. Chciałam wyrazić mój ból i smutek, który odczułam. Miłość mojego ojaca była czymś w rodzaju domku na drzewie, w którym mogłabym się schować przed wszystkimi smutkami na świecie.
- Tato, on nie przyszedł.
- Kto?
- Jacek. Czekałam na niego bardzo długo. Nie przyszedł. Nawet nie napisał, co się stało. To zabolało tato, zabolało.
- Córciu, muszę ci coś powiedzieć.-spojrzałam na niego spod mojej grzywki
- On cię nie zostawił. Wyjechał ze swoimi rodzicami, do Wrocławia.
- Co?! Gdzie Wrocław, a Gdańsk!
Zrozpaczona wyrwałam się z ramion ojca. Pobiegłam do swojego pokoju cała zapłakana. Rzuciłam się na łóżko. Moje serce wyło z bólu, czułam smutek i gniew. Łzy spływały mi po policzkach, tworząc makrą plamę na prześcieradle. Spojrzałam na ścianę, tam gdzie wisiało zdjęcie Pana Boga, i krzyż.
- Panie Boże, dlaczegóż mnie tak ukarał?
*Kilka lat później*
Weszłam na komendę. Dzisiaj miał przybyć do nas nowy dyżurny, Jacek Nowak. Coś mi to imię i nazwisko mówiło, ale nie umiałam sobie przypomnieć co. Weszłam do pokoju policjantów, siedział tam już Mikołaj popijając poranną kawę. Na mój widok się uśmiechnął.
- Cześć Olka!
- O hej
Wzięłam z szafki mundur i poszłam się przebrać. Za chwilę wróciłam, przbrana i ogarnięta. Poszliśmy razem na odprawę. Na odprawie Jaskowska ględziła o wszystkim i o niczym. Zauważyłam też nowego mężczyznę.
- To pewnie ten nowy dyżurny-szepnęłam do Mikołaja, wskazując na mężczyznę.
- Też tak myślę.
Przerwaliśmy naszą dyskusję bo Jaskowska spojrzała na nas spod swoich krzaczastych brwi.
Po odprawie poslziśmy do swoich pokoi. Jaskowska przeszła po każdym i przedstawiła Jacka. Nasz pokój był prawie ostatni. Po ni była tylko dyżurka i miejsce święte dla profosa- areszt. Kiedy wszedł do naszego pokoju uściśnął mu rękę. A ja stanęłam jak wryta w pół kroku. On też, a biedny Mikołaj nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi.
- Halo! Ziemia do sierżant Oli Wysockiej! I do st.aspiranta Jacka Nowaka! Halo!
Patzryliśmy na siebie jak na duchów. Mikołaj poważnie wkurzony potrząsnął moją reką.
- To niesamowite-wyszeptałam-Jacek!
- Olka!- krzyknął i przytuliliśmy się do siebie.
- Po tylu latach ... Myślałam, że o mnie zapomniałeś.
Mikołaj wyszedł mrucząc coś pod nosem i kręcąc głową. Szczerze? Nie zwracałam teraz na niego uwagi.
- Nie zapomniałem. Myślałem o tobie całymi dniami i nocami. Śńiłaś mi się. Przez te 10 lat. Nie sądzilem, że kiedykolwiek cię znajdę.
Uśmiechnęłam się tak szeroko, jak za naszego pierwszego spotkania.
-3lata później-
Coraz mniej cierpienia.
Coraz mniej bólu.
Coraz mniej miłości.
Coraz mniej świadomości.
Coraz mniej mnie.
Napisałam takie słowa na karteczce i wstałam od biurka. Co ja robię?
Mam 30 lat i bawię się w samobójstwo. Ale no cóż. Ale dlaczego? Co ty kur*wa odpier**lasz? Po ci to? Jesteś tchórzem! Pier**lonym tchórzem! Jak można odebrać sobie największy dar, który dostało się od Boga?
Te pytania dostawałam codziennie, kiedy chciałam się zabić. Jacek skutecznie mi tego nie umożliwiał.
- Ola nie rób tego-powiedział już któryś raz z żędu.
- Jacek, kochanie, straciłam dziecko, ojca, matkę oraz nadzieję. I co? Mam zostać i się tak męczyć przez całe życie? wolę umrzeć.
Kilka dni później w nocy wymknęłam się z domu. Wzięłam czarny flamaster, napisałam na kartce:
Most Warszwski w Gdańsku, cmentarz św.Anny obok matki i ojca. Poszłam, a mazak schowałam do kieszeni. Przyszłam na Most Warszawski. Nie prowadził nad rzeką, ale urwiskiem. Jak się skoczy, to się zabije. A więc mnie jeszcze zobaczy, po śmierci. Nie utonę. Na poręczy na pisałam:
PA MOJE ANIOŁKI :*
I skoczyłam. Słyszałam krzyki ludzi, żebym tego nie robiła. Ale zrobiłam.
Jacek zajwił się godzinę później. Kiedy domyślił się co się stało, i zobaczył moje ciało tam nisko, coś w nim pękło. Przestał myśleć o sobie, o wszystkim, poprostu skoczył. Taka historia nie warta uwagi.
Olka i Jacek. W niebie ślą pozdrowienia.
R.I.P
Miłości i wątku romantycznego z Olą i Jackiem w programie PiP.
Pozdrawiam ;*
Mada ;)
niedziela, 25 września 2016
Konkurs !
O co w konkursie chodzi i co trzeba zrobić, żeby wygrać:
Trzeba napisać opowiadanie o Oli i Jacku. Ma być ono ze smutnym zakończeniem. No i oczywiście z sensem. Pod uwagę wchodzą błędy ortograficzne, interpunkcja, oraz gramatyka i budowa zdań. Opowiadanie musi mieć przynajmniej PIĘTNAŚCIE linijek. Oczywiście jest to minimum i wolałabym żeby było więcej.
Regulamin:
1. Nie wolno przpisywać opowiadań z internetu, chyba że ze swojego bloga.
2. Nie wolno opowiadań robić w dwójkę z innym uczestnikiem konkursu.
3. Opowiadania poniżej piętnastu linijek będą dyskwalifikowane (nie umiem tego napisać xD).
4. Opowiadanie może być napisane w DOWOLNYM SERWISIE Z BLOGAMI.
5 Aby zgłosić opowiadanie wystarczy w komentazru napisać "biorę udział '' oraz podać link do swojego bloga.
6 Dla tych, którzy nie mają bloga istnieje możliwość wysłania opowiadania na emaila RegiHadrysiewicz@interia.pl
7 Macie czas do 5 Października.
Powodzenia i weny!
Regi
Nagrodą jest prowadzenie ze mną bloga. Będą trzy miejsca i ocena będzie według mnie. Nikt mi w tym nie będzie pomagał i proszę, nie domagać się zwycięstwa. Drugie i trzecie
1Miejsce : 6 miesięcy prowadzenia bloga.
2Miejsce : 3 miesiące prowadzenia bloga.
3Miejsce : 1miesiąc prowadzenia bloga.
Reszta niestety nic :(
Jeszcze raz życzę weny!!!
Chcecie konkurs?
A może zrobie konkurs? Hmmm...
Nie wiem co o tym myślicie.
Dajcie mi znać czy chcielibyście.
Nagroda byłoby współpisanie ze mną bloga i ogólnie możliwość edytowania go.
Ale nie niszczenia.
Bo muszę wam wtedy zaufać.
A ja mam ograniczone zaufanie do obcych ludzi
Więc nwm xD
Opinia w komentarzu się przyda xD
Pozdro Mada!